Do tej pory odbicie cen polskich akcji prezentuje się nader skromnie na tle odreagowania na innych giełdach. Świadczy to o dużej niepewności polskich inwestorów, którym intuicja podpowiada zapewne, że Nasdaq jeszcze raz może testować poziom wsparcia z poprzedniej środy. Psychologicznie jest to wariant bardzo prawdopodobny, aczkolwiek wydaje się, że korekta amerykańskich spółek technologicznych zakończyła się podczas słynnej 15?proc sesji. O relatywnej słabości polskiego rynku w obecnym czasie świadczy też brak wzrostów spółek tradycyjnej ekonomii, w czasie kiedy indeks Dow Jones powrócił na szczyty. To z kolei można chyba tłumaczyć na dwa sposoby. Po pierwsze, coraz bardziej udziela się pesymizm co do bieżących danych makroekonomicznych. Po drugie, tak na dobrą sprawę wśród polskich spółek starej ekonomii trudno jest wybrać takie, które nie dość, że miałyby silne podstawy do fundamentalnego wzrostu, to jeszcze miałyby odpowiednią kapitalizację i płynność, żeby przyciągnąć dużych inwestorów zagranicznych, czy nawet rodzime fundusze emerytalne. W sytuacji kiedy większość banków i spółek budowlanych została już (prawie) przejęta, a dobrych jakościowo spółek produkcyjnych jak Amica czy Cersanit wystarczy na zapełnienie jednego, góra dwóch portfeli, ze starej ekonomii pozostają na dobrą sprawę tylko PKN i KGHM, na dodatek obydwie ?skażone? pozytywnie telekomunikacją. W tej sytuacji długoterminowo nadal zdecydowanie stawiałbym na spółki z sektora TMT.