Niemieckie środowisko farmaceutyczne przeciwne inicjatywie Vitago
Rewolucja internetowa dotarła niedawno do branży farmaceutycznej. W USA handel lekarstwami w systemie online nie jest już nowością, ale w Europie pionierska inicjatywa firmy Vitago napotkała zdecydowany opór ze strony przywiązanych do tradycyjnych zasad i broniących swych interesów właścicieli aptek. Najsilniejszy jest on na bardzo restrykcyjnym w tej dziedzinie rynku niemieckim.Szybki rozwój handlu detalicznego za pośrednictwem internetu sprawia, że e-commerce obejmuje wciąż nowe dziedziny. Można już kupić tą drogą książki, wiele podstawowych artykułów konsumpcyjnych, a nawet samochody. Na rynku amerykańskim, gdzie ten rodzaj usług pojawił się najwcześniej, w systemie online sprzedawane są także lekarstwa. Na pomysł taki wpadło również kilku młodych przedsiębiorców europejskich, ale ? według czasopisma ?Convergence? wydawanego przez ?The Wall Street Journal Europe? ? w tutejszych warunkach pełne urzeczywistnienie ich planów może napotkać poważne trudności.Inicjatorem jest Szwajcar Adrian Fopp, który wraz z trzema kolegami ze studiów w Harvard Business School stworzył w Monachium internetową firmę o nazwie Vitago.de. Powstała ona w grudniu 1999 r. i początkowo oferowała artykuły higieniczno-kosmetyczne, takie jak pieluszki czy szampony. Ostatnio podjęła jednak starania, aby rozszerzyć ofertę o lekarstwa.Restrykcyjny rynek niemieckiNiemiecki rynek farmaceutyczny należy do najściślej kontrolowanych i najbardziej restrykcyjnych na świecie. Każda apteka musi być niezależną firmą, bez możliwości otwierania oddziałów czy łączenia się w sieć placówek. Realizacja recept musi odbywać się we własnym lokalu. Zabroniona jest jakakolwiek reklama wyrobów farmaceutycznych poza własnymi wystawami sklepowymi.Paradoksalnie w kraju, gdzie wynaleziono aspirynę, to popularne lekarstwo można kupić tylko w aptece, nierzadko czekając w kolejce. Tymczasem w wielu innych państwach takie proste leki, jak środki przeciw przeziębieniu czy kremy, są dostępne w sklepach spożywczych lub na stacjach benzynowych. Niemcy twierdzą, że ograniczenia te są uzasadnione, gdyż zapobiegają nadużywaniu lekarstw.Poza utrudnieniami dla pacjentów system ten sprawia, że niemiecki rynek farmaceutyczny jest niezwykle rozdrobniony. Około 22 tys. aptek nie jest w stanie przeciwstawić się hurtownikom i producentom, którzy dyktują wysokie ceny leków.W podobnie restrykcyjny sposób traktuje się rynek farmaceutyczny we Francji, Włoszech i kilku innych krajach europejskich. Państwa te ignorują zalecenia władz UE, aby złagodzić obecne rygory, i broniąc się przed dystrybucją lekarstw za pomocą internetu, w pewnym stopniu mają rację. Swoboda, jaka zapanowała pod tym względem w Stanach Zjednoczonych, może bowiem budzić poważny niepokój. Zdarzają się tam na przykład zakupy Viagry przez nastolatków czy stosowanie środków przeciw starzeniu się i innych specyfików, które są niesprawdzone lub wytwarzane nielegalnie.Jednak, oprócz tych szlachetnych pobudek, o zachowaniu farmaceutycznego lobby w Niemczech i innych krajach europejskich decyduje w przeważającej mierze obawa przed pojawieniem się silnego konkurenta. Praktycznie całe środowisko, od producentów poprzez hurtowników do aptekarzy, jest gotowe walczyć o utrzymanie swej uprzywilejowanej pozycji. A stawka jest wysoka. Roczne obroty na europejskim rynku lekarstw, środków higieny i artykułów kosmetycznych sięgają bowiem 90 mld USD.Modyfikacja zamiast rewolucjiZe względu na specyficzne warunki panujące w tej sferze usług Adrian Fopp nie zamierza zabiegać o zmianę istniejących przepisów, gdyż mogłoby mu to zająć wiele lat. Tymczasem zorganizowanie handlu detalicznego online wymaga szybkiego działania. Dlatego firma Vitago nie zamierza burzyć istniejącego porządku, lecz tylko uzupełnić tradycyjną działalność aptek, proponując poszczególnym właścicielom pomoc w stworzeniu internetowych filii. Służyłyby one informacją dotyczącą lekarstw, ich właściwego stosowania oraz efektów ubocznych. Jednocześnie można by tam zamówić przeszło 15 tys. leków i artykułów kosmetycznych.Istotną innowacją byłaby możliwość przesyłania przez lekarzy recept pocztą elektroniczną. Dzięki temu pacjenci cierpiący na chroniczne dolegliwości nie musieliby co miesiąc odwiedzać lekarzy, lecz kontaktowaliby się z nimi również poprzez e-mail. Ponadto Vitago udostępniałaby lekarzom i farmaceutom informacje o przebiegu dotychczasowej kuracji, ułatwiając wykrycie niekorzystnych kombinacji lekarstw oraz zapobiegając powtórzeniu stosowanych już, a nieskutecznych sposobów leczenia.Zdecydowany sprzeciwWprowadzenie internetowej sprzedaży lekarstw zyskało już grupę zwolenników w niemieckich kołach farmaceutycznych. Ich zdaniem, nie można ignorować elektronicznego handlu, który wcześniej czy później obejmie również tę dziedzinę. Jednak większość farmaceutów jest zdecydowanie przeciwna proponowanym zmianom. Zresztą wymownie świadczy o tym niewielkie zastosowanie w tym środowisku najnowocześniejszych środków łączności. Na razie tylko 7% niemieckich aptek ma ? według Vitago ? strony internetowe, a 10% korzysta z poczty elektronicznej.Zdaniem Hansa-Guentera Friese z tamtejszego stowarzyszenia farmaceutycznego, organizacja ta nigdy nie poprze handlu lekarstwami za pomocą internetu. Głównym argumentem przeciwko takiemu rozwiązaniu jest niedopuszczalność sprzedaży leków przez anonimowe firmy. Za niewłaściwą uznano też sytuację, gdy pacjenci nie będą mogli uzyskać przy zakupie leków bezpośrednich porad.Równie negatywnie odnosi się do e-commerce Stefan Meister, dyrektor finansowy Gehe AG ? największej w Europie hurtowni farmaceutycznej. Ostrzegł on Vitago i inne firmy, które chciałyby podważyć istniejący system dystrybucji lekarstw, że wspólnie z organizacjami zrzeszającymi właścicieli aptek hurtownicy będą bronić swych interesów. Za nierealne uznał też obniżenie dzięki internetowi kosztów. Obecny system jest bowiem bardzo efektywny i nie ma w nim miejsca na dodatkowe oszczędności. S. Meister musiał jednak przyznać, że z czasem handel online obejmie sprzedaż lekarstwa wymagające recept, choć ? jego zdaniem ? nie nastąpi to wcześniej niż za pięć lat.O tym, jak dalece niemieccy farmaceuci sprzeciwiają się inicjatywie Vitago, świadczy ostrzeżenie skierowane przez jednego z właścicieli aptek do Adriana Foppa i jego wspólników. Zagroził on każdemu z nich procesem sądowym o odszkodowanie w wysokości 100 tys. marek (ponad 51 tys. euro), gdyby ich firma zaczęła sprzedawać leki, których dystrybucja jest poddana kontroli.Wiele wskazuje na to, że farmaceutyczne lobby, nie doceniające znaczenia internetu, nie będzie sobie mogło pozwolić na lekceważenie twórców Vitago. Wszyscy czterej wspólnicy są dobrze przygotowani teoretycznie oraz zdecydowani rozwinąć działalność z wykorzystaniem najnowocześniejszych środków łączności. Internetowy handel lekarstwami uważają przy tym za szczególnie atrakcyjną dziedzinę, zważywszy brak tego rodzaju usług na rynku europejskim.
A.K.