OFE manipulują kursami?

Udział giełdowych inwestycji OFE w kapitalizacji GPW wciąż nie przekracza 1%. Jednak w przypadku małych spółek fundusze często generują prawie 100% obrotu i decydują o ich bieżącej wycenie. Pojawiają się podejrzenia, że w niektórych przypadkach manipulują kursami takich firm.

Wprawdzie OFE miały koncentrować się na dużych spółkach ze względu na ich płynność, często zmuszane są jednak do szukania okazji inwestycyjnych wśród firm o stosunkowo niewielkiej kapitalizacji. Choć fundusze nie są jeszcze zbyt mocno obecne na innych rynkach poza podstawowym, jednak informacje o zaangażowaniu na rynku wolnym czy równoległym pojawiają się coraz częściej. Spółki notowane na nich są stosunkowo tanie, a poza tym, nie ma zbyt dużej konkurencji przy zakupach akcji.Problem polega na tym, że przy inwestycjach w akcje małych spółek zdarza się, iż fundusze uzyskują decydujący głos przy ich wycenie. Stają się bowiem jedynymi graczami, którzy skupują bądź sprzedają takie walory na rynku. W niektórych przypadkach OFE generują nawet 100% obrotów.Zakupy na zlecenieZa zaangażowaniem się w akcje małych spółek często stoi analiza fundamentalna. Zarządzający OFE dobrze oceniają możliwości firmy, ale uznają, że w prawidłowej wycenie spółki przeszkadza duża podaż akcji. Wykupienie większego pakietu powoduje, że podaż ta spada, co ułatwia wzrost kursów zgodny z przewidywaniami. Korzystają na tym fundusze, które po niskich cenach zajmują pozycję w spółce, której walory zaczynają rosnąć.Zdarza się, że fundusze skupują akcje na zlecenie innych instytucji, które starają się uzyskać bądź zwiększyć kontrolę nad spółką bez zwracania uwagi rynku. Następnie OFE odsprzedają zgromadzone przez siebie pakiety, a potem znowu skupują.Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku OFE uzyskują rzeczywiste zyski, choć przy zakupach na zlecenie mogą być one niższe niż wynikałoby to z wyceny rynkowej. Chodzi o cenę sprzedaży akcji w takich transakcjach. Często bowiem zleceniodawcy płacą tylko premię od trzymania akcji, a nie odkupują po cenach rynkowych.Niebezpieczna mała płynnośćDuży wpływ na wycenę małych spółek stwarza możliwość manipulacji ich kursami. Fundusze, skupując akcje firmy, mogą spowodować wyssanie z rynku większości walorów znajdujących się w obrocie. Przy niewielkich firmach o małym free float nie wymaga to nawet dużych środków. Następnie fundusz składa dalsze zlecenia na zakup walorów, oczywiście po cenie wyższej od rynkowej. W najgorszym przypadku uaktywnia się wtedy drobni inwestorzy, którzy wykorzystują sytuację, aby pozbyć się swoich akcji. Jednak ich pakiety są na tyle niewielkie, że fundusze niewielkim kosztem windują kurs. Pozostali akcjonariusze, licząc na dalsze wzrosty, przetrzymują swoje akcje, co jeszcze bardziej obniża obroty i ułatwia OFE dalsze podbijanie ceny. Pojawiają się także chętni do zakupów, co umożliwia funduszom sprzedaż części swoich pakietów i uzyskanie gotówki na dalsze zakupy.Takie operacje umożliwiają OFE podwyższanie wyceny jednostek rozrachunkowych lub minimalizowanie ich spadków, jeśli inne części portfela inwestycyjnego generują straty. Po pewnym czasie dalszy wzrost cen przestaje być możliwy, ale do tego czasu fundusz uzyskuje pieniądze z ZUS, dzięki czemu wykazana strata ma mniejszy wpływ na wartość jednostki (liczona jest do większych aktywów). Stratę minimalizują także wyniki innych części portfela inwestycyjnego.Kłopot z obligacjamiNiska płynność umożliwia funduszom także manipulacje na giełdowym rynku obligacji, wg którego wyceniane są papiery wierzycielskie z portfeli funduszy emerytalnych. Wystarczy bowiem złożyć zlecenie na GPW na niewielki pakiet obligacji, aby uzyskać wzrost kursu i podbić cenę reszty tych papierów, które fundusz jeszcze posiada. Zdaniem zarządzających OFE, takie zlecenia najczęściej pojawiają się przed końcem każdego miesiąca, bo pozwalają na wykazanie przez fundusze lepszych wyników. Zdarza się, że inne fundusze utrudniają tego typu manipulacje, zlecając spdaż papierów. Coraz częściej jednak słychać głosy, że wycenianie obligacji wg kursów giełdowych jest pomyłką i potrzebna jest instytucja, która wyznaczałaby kursy papierów dłużnych na podstawie cen i obrotów z rynku międzybankowego.

Marek Siudaj