Globalna sieć za Wielkim Murem

Branża internetowa w Chinach od dłuższego czasu znajduje się w centrum zainteresowania największych światowych koncernów, które patrząc na jej ogromny potencjał, związany z liczbą mieszkańców, chętnie ulokowałyby tam swoją działalność. Tygodnik ?Business Week? pisze jednak, że rzeczywistość jest inna. Wprawdzie firmy działające w sieci mnożą się w tym kraju, jak grzyby po deszczu, jednak polityka władz ogranicza możliwości inwestowania zagranicznego kapitału oraz zniechęca miejscowe spółki do starania się o wejście na zagraniczne, dobrze rozwinięte rynki, przeznaczone dla firm tej branży.

Najlepiej problemy chińskich spółek internetowych obrazuje przykład Sina.com. Jej zarząd przez kilka miesięcy toczył batalię, próbując przełamać różnego rodzaju bariery biurokratyczne i polityczne, aby mieć możliwość podniesienia kapitału poprzez wejście na nowojorski Nasdaq. W tym czasie mógł on tylko z zazdrością przyglądać się, jak konkurenci z Hongkongu, tacy jak China.com Corp czy Pacific Century CyberWorks, korzystają z internetowej hossy. W końcu marca wreszcie udało się przekonać władze w Pekinie i Sina.com natychmiast rozpoczęła road show na rynkach międzynarodowych, aby promować swoje wejście na giełdę, które miało na celu pozyskanie kapitałów rzędu 70 mln USD. Okazało się jednak, że decyzja została podjęta zbyt późno i oferta Sina.com nie spotkała się z oczekiwanym przyjęciem ze strony inwestorów.Pierwszym powodem była oczywiście silna korekta, która dotknęła Nasdaq już w marcu. Jednak ważniejsza przyczyna to skomplikowane przepisy, jakie wprowadziły władze chińskie. Rozważając starania Sina.com ministerstwo łączności zgodziło się, że każda firma internetowa, która chce być notowana na giełdach zagranicznych, może tam się znaleźć, jednak pod warunkiem, że utworzy specjalną spółkę zależną za granicą, która nie będzie mieć nic wspólnego z działalnością internetową spółki-matki na rynku macierzystym. Właśnie taka firma może znaleźć się na Nasdaq lub innym rynku i stać się przedmiotem publicznego obrotu.Restrykcyjna polityka władzOdpowiedź na pytanie, dlaczego władze podjęły taką decyzję, jest oczywista. ?To właśnie rynek chiński ze względu na swój potencjał jest atutem miejscowych spółek internetowych i na nim można najwięcej zarobić, więc władze chcą z tego skorzystać? ? twierdzi na łamach ?Business Week? Matt McGarvey z International Data Corp. w Hongkongu. Ostatnie konferencje dotyczące branży internetowej w Chinach z udziałem zagranicznych funduszy venture capital dowodzą wprawdzie, że wciąż instytucje te chcą inwestować na tym bardzo perspektywicznym rynku, jednak pogorszenie koniunktury w światowym sektorze high-tech może spowodować, że tendencja ta będzie słabnąć. Należy zauważyć, że chińskie spółki działające w sieci pod względem rozwoju technologicznego są zdecydowanie w tyle za firmami notowanymi na Nasdaq czy innych rynkach high--tech i zachodnie wsparcie wydaje się im niezbędne. Problemy te zobrazowały ostatnie wydarzenia na giełdach.Spadki silniejszeniż na NasdaqGdy na światowych rynkach rozpoczęła się masowa wyprzedaż akcji spółek internetowych, indeks rynku GEM (Growth Enterprise Market) w Hongkongu, gdzie notowana jest większość spółek internetowych z Chin, stracił tylko w dniach 24?31 marca 13%, a więc więcej niż Nasdaq. Na początku kwietnia, kiedy w centrum zainteresowania inwestorów znalazły się problemy Microsoftu, stracił kolejne 25%. Najbardziej odczuły to właśnie chińskie spółki notowane na GEM. China.com. Corp, której akcje posiada m.in. America Online, i która jako pierwsza chińska spółka weszła na Nasdaq w ub.r., na obu giełdach zanotowała spadek o 40%. Od połowy lutego br. jej akcje staniały już o 60%. Podobnie zachowały się również inne spółki z Hongkongu kojarzone z internetem. Kapitalizacja Pacific Century CyberWorks, spółki flagowej milionera Richarda Li, która zasłynęła ostatnio z przejęcia Cable & Wireless HKT, spadła od lutego o 17 mld USD. Z kolei Tom.com, firma zarządzająca portalem należąca do ojca Richarda Li ? Li Ka-shinga, straciła na wartości od czasu ubiegłomiesięcznego debiutu 50%.Jakie szanse na udane IPO?W takich okolicznościach wśród analityków coraz częściej pojawia się opinia, że chińskie spółki internetowe, które mogły wykorzystać szanse, gdy na rynkach panowała tzw. gorączka internetowa zaprzepaściły szansę i teraz bardzo trudno im będzie przeprowadzić udaną pierwotną ofertę publiczną. Jak pisze ?Business Week?, najlepiej obrazuje to przykład właśnie Sina.com oraz innej chińskiej spółki należącej również do miejscowego biznesmena Williama Dinga ? Netease.com. Wprawdzie specjaliści z Morgan Stanley Dean Witter, amerykańskiego banku, który koordynuje sprzedaż akcji chińskich spółek, podkreślają, że mimo dekoniunktury i restrykcyjnej polityki władz chińskich, amerykańskie oddziały tych spółek będą dysponować technologią i mieć udział w zyskach firm-matek osiągniętych na rynku macierzystym, jednak potencjalni inwestorzy nie kwapią się do nabywania ich walorów. Przede wszystkim nie mają pewności, w jaki sposób zostanie ustalony podział zysków spółki macierzystej z jej zagraniczną filią. ? Zasady tworzenia i działania tych spółek nie gwarantują przede wszystkim jasnej struktury korporacyjnej tych firm, do której są przyzwyczajeni inwestorzy na rozwiniętych rynkach ? podkreśla Jay Chang, analityk z Credit Suisse First Boston.Plusem ogromny potencjał rynku i aspiracje do WTOCzynnikiem, który zdecydowanie przemawia na korzyść chińskich spółek internetowych, jest ogromny potencjał tamtejszego rynku. Wprawdzie brakuje dokładnych danych na temat liczby użytkowników sieci w Chinach, jednak biorąc pod uwagę fakt, że mieszka tam ponad 1 mld ludzi, nawet jeśli odsetek internautów wynosiłby mniej niż 1%, byłoby ich i tak więcej niż w wielu krajach zachodnich. Właśnie bazując na ogromnym potencjale rynku, zaledwie 4 miesiące temu kilku przedsiębiorcom z Szanghaju udało się uzyskać od amerykańskich funduszy venture capital 43 mln USD na rozwój niewielkiego lokalnego portalu eTang.com., znacznie mniejszego niż Sin.com czy Netease.com. Kluczowa jest też kwestia przyjęcia Chin do Światowej Organizacji Handlu (WTO), które być może nastąpi w tym roku. ? Jeśli to nastąpi, wówczas władze będą zmuszone do zliberalizowania przepisów i określenia jasnej struktury własności ? mówi Howard Chu, dyrektor generalny portalu Myrice.com.Internet w bankachNie tylko portale internetowe chcą być notowane na giełdach zagranicznych. Czołowy chiński bank komercyjny ? China Merchant Bank ? poinformował o planach wyodrębnienia specjalnej jednostki obsługującej klientów online i wprowadzenia jej na rynek amerykański. Podobne chęci wyraża również kilka innych chińskich instytucji finansowych.Na początku akcje internetowego banku należącego do China Merchant Bank miałyby się znaleźć na giełdzie w Hongkongu i spekuluje się, że trwają już zaawansowane rozmowy z instytucjami finansowymi, które miałyby koordynować tę ofertę. Jeśli CMB uzyska zgodę władz (jest to bardzo prawdopodobne, ponieważ chiński bank centralny oznajmił ostatnio, że mając na celu rozwój 10 lokalnych banków komercyjnych zezwala na emitowanie akcji, obligacji, a nawet branie udziału w fuzjach i przejęciach; nie zabrania również wchodzenia na giełdy zagraniczne), byłoby to pierwsze wejście na giełdę internetowego banku chińskiego.China Merchant Bank to lokalny lider, jeśli chodzi o obsługę klientów w trybie online. Według własnych danych CMB, w 1999 r. obsługiwał około 1 tys. klientów za pośrednictwem internetu. Podobne usługi oferuje również jego rywal ? Bank of China. ? Jest to rynek o ogromnym potencjale. Na razie oferujemy trzy rodzaje usług ? podkreśla Xie Jiannong, zastępca dyrektora ds. bankowości internetowej w Bank of China. Pierwszą i na razie najbardziej rozwiniętą z usług jest obsługa klientów korporacyjnych. Druga umożliwia klientom detalicznym dokonywanie płatności w internecie za pośrednictwem kart kredytowych. Wreszcie ostatnia, najbardziej skomplikowana, to wprowadzenie aplikacji umożliwiającej prowadzenie w sieci rozliczeń dla instytucji finansowych, które mogą np. dotyczyć transakcji na giełdzie. W maju szykuje się rewolucja, ponieważ banki planują udostępnienie usług internetowych dla klientów detalicznych za pośrednictwem telefonów komórkowych (technologia WAP). W największych chińskich miastach już sprzedaje się ?komórki? mające dostęp do sieci. Szacuje się, że do końca 2000 r. w Chinach będzie około 70 mln użytkowników telefonów komórkowych, a więc znacznie więcej niż osób korzystających z komputerów osobistych. Według Xie Jiannonga, obroty banków internetowych w większości będą generowane właśnie z obsługi posiadaczy ?komórek?, nie zaś komputerów.

ŁUKASZ KORYCKI