Makrotydzień
Deficyt obrotów bieżących w czerwcu 2000 r. wyniósł 870 mln USD. Przekroczyłby on 1 200 mln USD, gdyby nie tzw. niesklasyfikowane obroty bieżące, których zasadniczą część stanowi handel przygraniczny. W I półroczu br. saldo tych obrotów wyniosło 1 788 mln USD i było o 200 mln USD większe niż po pierwszych 6 miesiącach 1999 r. Dobre wyniki salda niesklasyfikowanych obrotów nie uszły uwadze analityków. ? To pozytywna informacja ? stwierdził Krzysztof Rybiński, główny ekonomista ING. Podobnie uważa Marcin Mróz, analityk Wood and Company. Specjaliści ostrzegają jednak, że znaczenie tej pozycji bilansu płatniczego będzie maleć w nadchodzących miesiącach. ? Na pewno nie będzie to miało większego wpływu na rachunek obrotów bieżących ? uważa M. Mróz. Jego zdaniem część handlu przygranicznego w przyszłości przejdzie do obrotu oficjalnego, reszta ? będzie mieć już znaczenie marginalne.Handel przygraniczny z założenia ma charakter niszowy, lokalny. Żywi się nawet drobnymi różnicami w cenach towarów po przeciwnych stronach granic, które byłyby, nieopłacalne dla dużych firm zajmujących się handlem zagranicznym. Niechętnie podejmują one ryzyko robienia interesów z partnerami zza wschodniej granicy i w to miejsce też wchodzi handel walizkowy, dzięki czemu kwitnie on wzdłuż wschodniej granicy. Puryści ekonomiczni patrzą nań niechętnie, widząc tu źródło patologii. Władze województw ściany wschodniej wiedzą, że handel przygraniczny daje zatrudnienie i jest jedynym źródłem dochodów tysięcy ludzi w strefie najwyższego bezrobocia. Z niepokojem myślą, że im bliżej nam do Unii, tym większe ograniczenia dla handlu przygranicznego. Patrząc na znaczenie niesklasyfikowanych obrotów w naszym bilansie, potwierdza się stara zasada, że pecunia non olet.Inflacja nie zwalnia i w lipcu 2000 r. przekroczyła 11% (w stosunku do lipca 1999 r.). Taka była główna konkluzja z podanych we środę przez GUS danych o cenach żywności w II połowie lipca br. Ceny nie zmieniły się wprawdzie wobec pierwszej połowy miesiąca, ale też nie było spadku, co notowano w latach ubiegłych i co powstrzymywało inflację. Po informacji GUS, dla większości analityków stało się jasne, że stopa inflacji przekroczyła 11%. W kolejnym dniu rynek doznał następnego rozczarowania w postaci większego niż się spodziewano deficytu obrotów bieżących. W efekcie złoty osłabł w stosunku do dolara o 4,15 gr. nZłe wiadomości z mijającego tygodnia zostały już przez rynek skonsumowane. W poniedziałek GUS poda wyniki koniunktury w przemyśle, budownictwie i handlu w lipcu 2000 r. W czerwcu wskaźnik koniunktury w tych trzech sektorach lekko ? ale obniżył się. Czy w poniedziałek czeka analityków kolejne rozczarowanie?
Krzysztof DzierżawskiCentrum Im. Adama Smitha
Było:Duża różnica w poziomie deficytu obrotów bieżących: 870 mln USD w czerwcu br. w porównaniu z 376 mln USD miesiąc wcześniej nie jest obrazem stanu rzeczy w gospodarce, ale wynika z ułomności statystyki. Gospodarka tak dużego kraju, jak Polska ma sporą bezwładność. Wyciąganie wniosków, zwłaszcza długofalowych, na podstawie miesięcznych porównań jest błędem. Co do samego deficytu obrotów bieżących to ? również niesłusznie ? postrzega się go jako niebezpieczeństwo dla gospodarki i państwa. Tymczasem w naszej sytuacji jest on obrazem atrakcyjności Polski. Napływ zagranicznych inwestycji rzędu 10 mld USD rocznie musi przekładać się na deficyt. I tu leży prawdziwa przyczyna ujemnego salda, a nie w zbyt małym eksporcie czy w deficycie sektora publicznego.Będzie:Najkrócej mówiąc ? to samo, co było. W skali roku ? deficyt na rachunku obrotów bieżących będzie rzędu 10 mld USD, z wahaniami miesięcznymi, wynikającymi z zasad księgowości, a właściwie z ich ułomności.
Opr. B.Ż.