Upublicznionemu przed rokiem raportowi Banku Światowego o korupcji w Polsce nadano duży rozgłos. Politycy wszystkich orientacji deklarowali, że ze zjawiskiem tym chcą walczyć, że poprą różne rozwiązania prawne, mające na celu ukrócenie patologii. Za deklaracjami nie poszły jednak żadne czyny.Co więcej, wiele wskazuje na to, że zjawisko korupcji rozszerza się i ma coraz bardziej jawny charakter.Czasami przyjmuje ona postać ?kapitalizmu politycznego?, czyli wykorzystywania wpływów politycznych dla budowania struktur gospodarczych. Bo czym jest Telewizja Familijna, przedsięwzięcie finansowane częściowo przez spółki Skarbu Państwa, organizowane przez ludzi mających duże wpływy polityczne? Czy można czymś innym wytłumaczyć spory wokół PZU, gdzie rywalizują ze sobą dwie grupy, związane z różnymi frakcjami rozsypującej się AWS, a odwołani już prezesi towarzystwa są nieformalnymi doradcami ministra skarbu?Coraz częściej wpływy polityczne pozwalają na niemal jawne grabienie majątku państwowego. Każdy, kto zajmuje się gospodarką, zna na ten temat wiele stosownych historii. Ot, choćby taka.Przed paroma miesiącami pewien polski biznesmen, od lat żyjący za granicą, postanowił zorganizować podczas olimpiady w Sydney rejs polskiego okrętu żaglowego, połączony z promocją kultury polskiej. Po wielu trudnościach znalazł w Polsce firmę, gotową uczestniczyć w sponsorowaniu imprezy. Rzecz jasna, tego rodzaju sponsoring nie jest żadną filantropią, lecz reklamą dla firmy, dającej pieniądze. Przedsięwzięcie miało kosztować kilka milionów dolarów i już miano podpisywać odpowiednie porozumienie, gdy członek zarządu polskiej spółki ? jednej z największych właśnie prywatyzowanych ? zażądał dla siebie dodatkowo pół miliona dolarów. Mówił o tym bez żenady, wskazując konto w banku szwajcarskim, na które pieniądze miałyby być wpłacone.Biznesmen trzasnął drzwiami, impreza się nie odbyła. Powiadomiony o tym wysoki urzędnik państwowy był poruszony, ale sprawa nie znalazła swego finału u prokuratora. Członek zarządu ? zwany w środowisku ?Pan 5 procent? ? stracił niedawno posadę, ale z pieniędzy, wyciągniętych z państwowej spółki będzie żyć wygodnie do końca swych dni.Albo historia inna ? do prywatyzacji ważnej firmy, należącej do sektora ?media? ? startuje kilka konsorcjów. W ostatecznym etapie liczą się dwa. Jedno daje ofertę o 30% wyższą niż drugie, lecz minister decyzji nie podejmuje i dąży do unieważnienia przetargu. Ci, którzy znają kulisy, wiedzą, że są tego dwa powody. Pierwszym jest to, że konsorcjum, które dało gorszą ofertę, ma bardzo dobre kontakty polityczne. Drugim ? sprzeciw prezesa jednej ze spółek (z większościowym udziałem Skarbu Państwa), zaangażowanej w konsorcjum, który ma bardzo dobre kontakty z odpowiednim ministrem i żąda dla siebie za odstąpienie od sprzeciwu pokaźnej sumy.Biznesmen, mieszkający z dala od Polski i nie orientujący się w wielu szczegółach naszego życia publicznego, był szczególnie zaskoczony, gdy powiedziałem mu, iż według obowiązującego u nas prawa tego rodzaju praktyki nie są żadnym przestępstwem. Przed paroma miesiącami sąd wydał orzeczenie stwierdzające, że łapówkarstwo jest ścigane prawem tylko w sytuacji, gdy do kieszeni bierze urzędnik państwowy. Jeżeli bierze pracownik firmy ? prywatnej, półprywatnej lub państwowej ? jest to sprawa między nim a firmą.To bulwersujące orzeczenie otwiera drogę do niemal jawnego wymuszania łapówek przez pracowników dużych firm państwowych od ich potencjalnych dostawców. Wyciągane w ten sposób pieniądze są zwykle dla firmy dodatkowym kosztem, a podejmowane na podstawie korupcyjnych zasad decyzje nie są optymalne, co poważnie odbija się na poziomie efektywności całej gospodarki.Nie chodzi zatem tylko o moralną stronę tych obrzydliwych praktyk. Chodzi o to, że korupcja obniża efektywność gospodarki, spowalnia dynamikę, odstrasza zagranicznych inwestorów i potęguje napięcia społeczne. Tymczasem elity polityczne poza gadaniem nie robią prawie nic, by to zjawisko ukrócić. Częściowo dlatego, że są nieudolne, skłócone, nastawione na wygrywanie dla siebie małych celów, częściowo dlatego, że z korupcji same korzystają pełnymi garściami.Jednym z punktów programu rządu Jerzego Buzka była walka z korupcją. Ale premier, człowiek, którego osobista uczciwość nie jest przez nikogo kwestionowana, najwyraźniej nie panuje nad swoimi urzędnikami i politykami AWS, wdającymi się w bardzo podejrzane operacje biznesowe. Kończąca się wkrótce kadencja polityczna przejdzie do historii jako okres rozpasanej korupcji i wcale nie ma wielkiej nadziei, że kolejna będzie lepsza.
Witold Gadomskipublicysta ?Gazety Wyborczej?