Parkiet TV

Złoto w tym roku nadal może zyskiwać

- Przed nami kolejny ciekawy okres na rynku surowców i towarów - mówi Dorota Sierakowska w Parkiet TV w rozmowie z Przemysławem Tychmanowiczem.
Foto: parkiet.com

Ubiegły rok przyniósł rekordy na rynku złota. W końcówce 2020 r. nastroje zostały nieco schłodzone, ale już początek tego roku wskazuje na odrodzenie popytu. Złoto wróci powyżej poziomu 2000 USD za uncję?

Uważam, że scenariusz dotarcia cen złota do poziomu 2000 USD za uncję jest prawdopodobny. Złoto było faktycznie bardzo ciekawym aktywem w 2020 r. z racji historycznych rekordów na początku sierpnia. Kolejne miesiące mogły co prawda rozczarować, ale trzeba pamiętać, że jakaś korekta po ustanowieniu nowych szczytów też nie powinna być niespodzianką. Wiele zresztą wskazuje na to, że ta korekta dobiegła końca. Obecnie notowania złota są w ciekawym momencie. Początek roku na tym rynku na ogół jest wzrostowy, co potwierdzają ostatnie lata. Możliwe więc, że ten efekt będzie widoczny zarówno w styczniu, jak i w lutym.

A co w dłuższym terminie?

W szerszym kontekście notowaniom złota sprzyja sytuacja fundamentalna, jak również polityczna. Mamy okres niskich stóp procentowych, potencjalną inflację, do tego też dochodzi stymulacja fiskalna w największych gospodarkach świata. To wszystko może napędzać ceny złota. Dla wielu inwestorów jest ono bowiem jednym z aktywów zabezpieczających przed inflacją i które warto mieć w portfelu. Ten czynnik nie tylko będzie ograniczał potencjalne spadki cen złota, ale przede wszystkim może prowadzić do dalszych zwyżek. Uważam jednak, że wzrost cen złota w tym roku wcale nie musi być spektakularny. Sądzę, że w 2021 r. zobaczymy wzrost cen, ale nie tak duży jak w minionym roku. Trzeba chociażby zwrócić uwagę na trwające mocne osłabienie dolara amerykańskiego. Zapewne w pewnym momencie i na tym rynku dojdzie do odbicia. Wtedy też będzie to wywierało presję, przynajmniej tymczasową, na ceny złota.

Czy ewentualne odbicie dolara i co się z tym wiąże potencjalna korekta na złocie mogą być dobrym momentem na uzupełnienie portfela właśnie o to aktywo?

Oczywiście trzeba śledzić uważnie to, co dzieje się z dolarem, natomiast ostatnie tygodnie też pokazywały, że niekoniecznie zawsze dolar ze złotem poruszają się w przeciwnych kierunkach. Widzieliśmy kilka „rozjazdów" od tej prawidłowości. Mimo wszystko dolar ma ogromny wpływ na wycenę złota.

Złoto to oczywiście tylko jeden z metali szlachetnych. A co ze srebrem, którego blask w drugiej połowie 2020 r. był wyjątkowo mocny?

Widzę tutaj potencjał do zwyżek. Uważam nawet, że srebro może być czarnym koniem na rynku metali szlachetnych. Srebro już w 2020 r. było jednym z najlepiej radzących sobie surowców. Jego notowania wzrosły o ponad 40 proc. Można powiedzieć, że w ubiegłym roku inwestorzy po latach słabości srebra względem złota też zaczęli doceniać ten metal. Sądzę, że w 2021 r. notowania srebra będą rosły na fali powiązania za złotem, ale też będą zyskiwały na ożywieniu w globalnej gospodarce czy też na próbach okiełznania pandemii. Srebro też bowiem jest wykorzystywane w przemyśle. Oczywiście trzeba również pamiętać o ryzyku. Zmienność na rynku srebra jest większa, więc jest to raczej opcja dla bardziej doświadczonych inwestorów.

Patrząc na to, co działo się w 2020 r. na rynku surowców i towarów, w oczy rzuca się także świetna postawa miedzi, która od marca praktycznie nieprzerwanie zyskuje na wartości. Tutaj jest jeszcze potencjał do dalszych zwyżek?

Myślę, że 2021 r. może być rokiem kontynuacji zwyżek. Taki jest zresztą bazowy scenariusz na tym rynku. Oczywiście scenariusz ten zakłada, że nie wydarzy się nic znacząco negatywnego, jeśli chodzi o pandemię. Trzeba pamiętać, że jest to bardzo nieprzewidywalny czynnik. W drugiej połowie 2020 r. widzieliśmy jednak mocne zwyżki notowań wszystkich metali przemysłowych z miedzią włącznie. Była ona zresztą jednym z najsilniejszych aktywów. Ruch ten powinien być kontynuowany, natomiast uważam, że podobnie jak na rynku złota, korekta na amerykańskim dolarze może wywołać też korektę na rynku miedzi. Trzeba więc uważać i szukać sygnałów przesilenia. Już teraz rynek miedzi jest mocno rozgrzany, są wskaźniki, które są w strefie wykupienia. Korekta może więc się nawet pojawić w pierwszych miesiącach tego roku. Sądzę natomiast, że cały 2021 r. miedź zamknie na plusie, a wzrost ten będzie wspierany nadal przez ożywienie gospodarcze w Chinach.

Mówiąc o rynku towarów i surowców, nie możemy oczywiście pominąć także ropy naftowej, dla której ubiegły rok był bardzo burzliwy. Wydaje się jednak, że najgorsze już za ropą. Odmiana WTI zbliża się do psychologicznego poziomu 50 USD za baryłkę. Jego przebicie jest kwestią czasu?

Notowania ropy naftowej zakończyły cały 2020 r. na niewielkim minusie. Jeśli chodzi o przyszłość, to nie jestem aż taką optymistką. W dużej mierze siła popytu na ten moment się wyczerpała i wydaje się, że ciężko oczekiwać jakiś istotnych zwyżek w tym roku. Dla mnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest konsolidacja notowań. Wynika to z kilku kwestii. Nadal nie mamy ożywienia popytu na ropę. Wciąż jest on o ok. 6–7 proc. niższy niż przed pandemią. W ujęciu globalnym to naprawdę sporo. Wciąż także nie ma powrotu do przedpandemicznej normalności, chociażby w takich sektorach jak lotniczy. Prawdopodobnie ten rynek prędko się nie odrodzi. Byłabym ostrożna w formułowaniu optymistycznych prognoz dla rynku ropy. Cały czas przecież też mamy do czynienia z relatywnie dużą produkcją tego surowca na świecie. Oczywiście mamy porozumienie OPEC, które reguluje kwestie wydobycia ropy, ale mimo wszystko kraje, które podpisały porozumienie, będą raczej planowały zwiększenie limitów produkcji w kolejnych miesiącach.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.