Polska waluta wciąż zyskuje. Wczoraj dolar kosztował już mniej niż 3,95 zł, euro ceniono zaś na 3,674 zł, co jest kolejnym historycznym minimum. Wspólna waluta straciła także wobec USD.

W pierwszych notowaniach za dolara płacono 3,945 zł, za euro zaś 3,705 zł i odpowiadało to 11,2% powyżej starego parytetu. Szybko przesunęliśmy się na 11,5%, przy czym było to głównie spowodowane ruchem na rynku eurozłotego. Waluta europejska potaniała o 2,2 grosza, dolar podrożał o 0,5 grosza. Potem lekka korekta na 11,4% i ten poziom utrzymywał się przez dwie godziny. Około 10.00 dotarliśmy ponownie do 11,2% (3,955 i 3,693), ale już po kilkudziesięciu minutach, dzięki sporemu popytowi osiągnęliśmy 11,6%. Za dolara płacono wtedy 3,942 zł (był to najwyższy środowy poziom), za euro zaś 3,685 zł. Potem spadek na 11,40%. Wczesnym popołudniem znowu zbliżyliśmy się do 11,6%. Tym razem dolar kosztował 3,95 zł, kurs wspólnej waluty spadł natomiast do 3,673 zł (co jest kolejnym historycznym minimum). Po chwili znowu doszło do korekty, tym razem większej. Inwestorzy przestraszyli się informacji o tym, że wykonanie deficytu budżetowego w pierwszych dwóch miesiącach 2001 r. mogło sięgnąć poziomu powyżej 50% planu na cały rok (takie szacunki podał minister finansów). Dotarliśmy odpowiednio do 3,965 i 3,6910, było to 11,15% powyżej parytetu. Późnym popołudniem złoty odrobił część strat. Przyczyniły się do tego wyniki aukcji obligacji skarbowych. Kończyliśmy na 3,963 i 3,674, co odpowiadało 11,4% powyżej parytetu. Polska waluta nie zareagowała na razie na słowne interwencje ministra finansów Jarosława Bauca i członka RPP Bogusława Grabowskiego. Pierwszy stwierdził, że spodziewa się spadku kursu złotego w najbliższych miesiącach, drugi, że obecny poziom nie ma uzasadnienia w podstawach makroekonomicznych.Przed publikacją danych o gospodarce niemieckiej (czyli przed godziną 12.00) euro radziło sobie całkiem nieźle. Zaczęło się od 0,9340, potem było nawet 0,9350. W południe okazało się jednak, że zamówienia przedsiębiorstw w największej gospodarce europejskiej spadły w styczniu o 3,9% m/m, czyli znacznie bardziej, niż oczekiwali analitycy (spodziewano się spadku o 1,1%). Wskaźnik rok do roku wzrósł jedynie o 9,7% (zamiast prognozowanych 12,9%). Inwestorzy zaczęli się więc pozbywać wspólnej waluty, co zaowocowało jej spadkiem. Około 16.00 dotarliśmy do 0,9268. Potem doszło do nieznacznego odreagowania i kończyliśmy na 0,9275. Na rynku papierów było sporo zamieszania, wszystko związane oczywiście z aukcją. Zaczęliśmy mniej więcej z poziomu wczorajszego zamknięcia. Obligacja pięcioletnia kosztowała więc 86,40 zł. Potem ceny zaczęły spadać, na pięciolatku dotarliśmy do 86,15 zł. Chwila stabilizacji i znowu w dół w odpowiedzi na szacunki dotyczące wykonania deficytu budżetowego. Papier pięcioletni spadł wtedy do 85,85 zł. Po wynikach aukcji optymizm wzrósł, ale nieznacznie kończyliśmy na 85,95 zł. N