Za oceanem nie doszło do kolejnego spadku, co pomogło złotemu odreagować. Niestety, wielu analityków uważa, że korekta amerykańskich giełd jeszcze się nie skończyła. Na rynku euro do publikacji danych o gospodarce USA wspólna waluta zyskiwała, po publikacji traciła.
Jarosław Bauc poinformował wczoraj, że, zdaniem Ministerstwa Finansów, inflacja będzie niższa niż ta, którą założono w budżecie. Co prawda, należy się cieszyć z samego spadku tempa wzrostu cen, ale z drugiej strony ? obniży to dochody budżetowe, o czym zresztą sam minister wspomniał. Duże wydatki, jakie musiało lub będzie musiało ponieść państwo na początku roku (m.in. rozliczenie dopłat do książeczek mieszkaniowych, wypłata rekompensat dla sfery budżetowej), zaowocowało znacznym wykonaniem planu deficytu budżetowego (według ministra Bauca, w pierwszym kwartale realizacja planu może sięgnąć 70%). Jeśli dodamy do tego kłopoty z prywatyzacją (Ministerstwo Skarbu poinformowało wczoraj o problemach z przygotowaniem publicznej oferty sprzedaży akcji PZU w 2001 roku, wpływy z tej emisji nie są co prawda zapisane w budżecie, ale takie oświadczenie dodatkowo pogarsza klimat wokół prywatyzacji), może to oznaczać znacznie większą emisją papierów skarbowych. To oczywiście niekorzystnie wpływa na rynek obligacji, nie pomaga także w krótkim okresie polskiej walucie.W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,075 zł, za euro zaś 3,727 zł, co odpowiadało 9,6% powyżej starego parytetu. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy do 9,9%. Ponieważ jednocześnie doszło do silnych zmian na rynku eurodolara, zaobserwowaliśmy jedynie wzrost wartości złotego względem euro, które potaniało do 3,705 zł (USD wciąż kosztował 4,075 zł). Potem rozpoczął się powolny spadek i około 13.00 dotarliśmy do 9,2%. Dolara ceniono wtedy na 4,08 zł, walutę europejską na 3,753 zł. Koniec dnia był jednak pomyślny. Przeważył popyt i osiągnęliśmy 9,9% (4,067, 3,707).Euro rozpoczęło z poziomu 0,9085, a więc płacono za nie prawie o centa mniej niż we wtorek na zamknięciu. Wspólna waluta od razu zaczęła jednak odrabiać straty, do czego w znacznym stopniu przyczyniły się informacje z Niemiec. Rano poinformowano bowiem, że sprzedaż detaliczna w największej europejskiej gospodarce wzrosła w styczniu o 2,5% m/m, co spowodowało wzrost wskaźnika rok do roku do 4,8%. To znacznie lepiej niż oczekiwano (odpowiednio 0,8% i 3,0%) i znacznie lepiej, niż w poprzednim miesiącu (-0,8%, -2,9%). Przewagę popytu na rynku eurodolara obserwowaliśmy aż do godzin popołudniowych. Około 14.30 osiągnęliśmy środowe maksimum, czyli 0,9209. Wtedy opublikowano dane o zmianach stanu zapasów w USA w styczniu 2001 roku. Wzrost o 0,4% został odebrany jako kolejny dowód na to, że popyt wewnętrzny słabnie (oczekiwano wzrostu o 0,2%, w grudniu było 0%), a więc dojdzie do obniżki stóp procentowych. Euro zaczęło więc tracić. Kończyliśmy na 0,9113. N