Tak chyba można podsumować ostatnie półtora tygodnia. Po ewidentnym przesileniu podaży na początku poprzedniego tygodnia rynek powoli przestaje być przerażony, choć nie oznacza to, że szanse na wzrost są istotnie większe niż przy poprzednich tego typu okresach stabilizacji.
MARCIN SADLEJ
CDM Pekao SAPowiało jednak wyraźnie nadzieją. Po pierwsze dlatego, że tym razem mieliśmy już na pewno do czynienia z paniką, co wszyscy chyba w jasny sposób zinterpretowali na korzyść. Po drugie obecny okres stabilizacji, a przynajmniej braku dalszych spadków jest jednym z dłuższych w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. To, że rynek odbił się więcej niż poprzednim razem od dna, jest już po prostu efektem ewidentnego przesilenia podaży, które wystąpiło w poniedziałek i wtorek w poprzednim tygodniu.Jest to o tyle ciekawe, iż nadzieją tą powiało o wiele mniej na świecie, a nawet poprzedni tydzień okazał się katastrofalny dla wielu spółek w USA i Europie, które do tej pory opierały się bessie. Skąd więc ta nagła siła względna na GPW?Możliwości znowu tak wiele nie ma. Dzieląc rynek na główne grupy inwestorów: fundusze zagraniczne, fundusze polskie i spekulantów, wydaje się, że wszystko, co mogło się stać do tej pory, to znaczne wstrzymanie podaży ze strony funduszy zagranicznych. Polskie fundusze być może powstrzymały się na pewien czas od zakupów, co dodatkowo pogłębiło spadek, ale sądząc z danych o zaangażowaniu publikowanych co miesiąc, ich strategią jest wyraźnie utrzymywanie zaangażowania w akcje na poziomie około 30% i pewnie w tej chwili za późno jest na jej zmianę. Zatem OFE nie mogą wywołać istotnej fali wzrostu, gdyż nie mają wystarczających ku temu rezerw gotówki. Przy bardzo silnym zogniskowaniu spekulantów na kontraktach terminowych wydaje się, że na rynek wpływa głównie aktywność funduszy zagranicznych. Stąd teza, że przestało spadać, bo przestały one sprzedawać. Wniosek z tego także taki, że dopóki nie zaczną kupować, na więcej niż stabilizację liczyć nie należy.Wobec tego rysują się zasadniczo dwa scenariusze dalszego rozwoju wypadków. Jeden ? chyba najbardziej prawdopodobny, to dłuższa stabilizacja. Rynek pokazał, że jest w stanie obronić się przed dalszymi spadkami, z drugiej strony zaś, jeśli po takich spadkach nie było od razu gwałtownego odreagowania w postaci wzrostu, pewnie oznacza to, że przyjdzie nam trochę ?pobujać? się na jednym poziomie. Nawiązuję tu zdecydowanie do sytuacji w październiku 1999 roku. Ten scenariusz zakłada, że ani polskie, ani zagraniczne fundusze nie będą chciały w najbliższym czasie jakoś zasadniczo zmieniać swoich pozycji ? polskie sprzedawać (a kupować będą raczej niewiele), zagraniczne kupować zaś (ani też dalej sprzedawać).Oczywiście, drugi scenariusz, który zakłada pojawienie się impulsu bądź podażowego (ze strony funduszy zagranicznych, raczej nie polskich), bądź też popytowego jest również (choć moim zdaniem mniej) prawdopodobny. Aby się to stało ? cóż ? trend musi przyjść z zagranicy. Polskie OFE raczej ze względu na zbliżający się koniec pierwszego 2-letniego okresu zbierania składek nie powinny w najbliższym czasie planować jakichś poważnych ruchów na portfelu (bo w pompowanie kursów w celu pokazania lepszych wyników ? przynajmniej na dużą skalę ? nie wierzę). W przypadku funduszy zagranicznych zaś chyba bez wyraźnego sygnału z giełd światowych wiele się nie stanie. Zatem, niestety, jak zwykle czekamy na sygnał stamtąd.Trochę to za proste, ale cóż na to poradzić. Wydaje mi się, że stabilizacja jest w tej chwili najbardziej prawdopodobna, ale oczywiście trzeba mieć świadomość, że to, co w ciągu ostatnich dwóch tygodni stało się na rynku amerykańskim, może stanowić otwarcie nowego cyklu spadkowego (oczywiście mowa o spadku DJIA). Niby rynki emerging mogą być od tego niezależne (dotychczas były silniej skorelowane z Nasdaq), ale szczerze mówiąc, poważny spadek najważniejszych spółek amerykańskich musi spowodować odpływ pieniędzy z funduszy inwestycyjnych, ponadto zaś jest kgnałem, poprzez który rynek wyraźnie pokazuje, co sądzi o przyszłej koniunkturze gospodarczej. Lepiej nie mówić.Z naszego podwórka przyszły tydzień to przede wszystkim posiedzenie RPP. I po raz kolejny schizofrenia ? w zasadzie powinni obniżyć o 100?150 punktów, bo w ogóle w ciągu najbliższych miesięcy muszą, a z każdym miesiącem będzie trudniej. Ale na to nie wygląda ? Rada w dalszym ciągu argumentuje swoją postawę zbyt luźną polityką fiskalną i brakiem działań w kierunku zwiększenia elastyczności i obniżenia kosztów pracy (zmiany w kodeksie pracy), bez których najprawdopodobniej bezrobocie dalej będzie rosło (tzw. wariant hiszpański ? tylko ile wytrzyma społeczeństwo i kiedy zaczną się demonstracje). Rada niewątpliwie ma rację, choć nie wiem, czy przed wyborami można od rządu realnie takich ruchów oczekiwać. A że raczej nie, to tym gorzej, i tu tkwi prawdziwy problem. N