Dla aktywnego inwestora ostatni tydzień to droga przez mękę. Sprawia to trend horyzontalny, charakteryzujący się małymi zmianami nie tylko w ciągu dnia, ale także z sesji na sesję. W tym tygodniu szanse na wzrost czy spadek są jak 50:50. Jednak ewentualny wzrost będzie mocnoograniczony i krótki. Potem czeka nas dalszy ciąg bessy.
PIOTR KUCZYŃSKIRynek amerykańskiTylko dwa pierwsze dni tygodnia trwała kontynuacja wzrostu, będącego naturalną konsekwencją dnia odwrotu z 22.03. Wtorkowy wzrost miał wszelkie znamiona kończącej euforii i rzeczywiście to był koniec, czemu znacznie pomogły ostrzeżenia Nortela i Palm. Zwyżka została wzmocniona przez zadziwiające dane o zaufaniu konsumentów podane przez Conference Board. Były dużo lepsze od oczekiwań, pokazywały rosnący optymizm jeśli chodzi o spadek bezrobocia i możliwość zwiększenia zakupów dóbr trwałego użytku w następnych miesiącach roku. Podchodziłem do tych danych z dużym sceptycyzmem. Zresztą następnego dnia usłyszałem podobne głosy analityków amerykańskich. Cała prasa jest pełna opowieści o recesji, zwolnieniach z pracy, spadających zyskach i indeksach giełdowych, a w ludziach rośnie optymizm? To wydaje się psychologicznie mało prawdopodobne. Zweryfikowany indeks zaufania konsumentów z Uniwersytetu Michigan (uważam, że bardziej wiarygodny) co prawda również wzrósł, ale bardzo niewiele. Te raporty mogą pokazywać lekką poprawę zaufania, ale raczej na skutek obniżek stóp i urzędowego optymizmu dającego ludziom nadzieję, że będzie lepiej. Uważam, że o ile spowolnienie w gospodarce i spadki indeksów nie zostaną szybko powstrzymane, to w następnym miesiącu będziemy mieli do czynienia z dramatycznym spadkiem zaufania. Dlaczego tak dużo miejsca poświęcam temu wskaźnikowi? Po prostu w gospodarce nastawienie konsumentów i producentów do przyszłości bardzo pomaga kształtować tę przyszłość. Często staje się po prostu samosprawdzającą się przepowiednią.Ten optymizm trudno dostrzec w danych mniej ?ulotnych? niż indeks zaufania. Aktywność producentów na Środkowym Zachodzie spadła do poziomu nie widzianego tam od 1982 roku, co pokazał wskaźnik PMI z Chicago (katastrofalny spadek z 43,2 w lutym do 35). Warto przypomnieć, że wskaźnik powyżej 50 oznacza rozwój gospodarki. Oczywiście, takie dane wzmagają nadzieje na następne obniżki stóp, ale również obawy o recesję. Dlaczego więc giełda amerykańska w piątek nie zareagowała na tak dramatyczne spowolnienie? Z dwóch powodów. Po pierwsze był koniec kwartału i typowe ?window dressing? ? to zawsze powoduje wzrosty. Po drugie, to był raport regionalny. NAPM dla USA będzie podany w poniedziałek. Gdyby wskazania były w połowie tak dramatyczne, jak PMI, to jestem przekonany, że obawa o recesję wzięłaby górę nad nadziejami na następne obniżki stóp. Za najważniejsze w tym tygodniu analitycy uważają dane piątkowe o bezrobociu i płacach, ale ja nie wierzę, by wniosły one coś nowego. Wiadomo, że bezrobocie lekko wzrosło, choć te dane mogą jeszcze tego nie pokazać. Uważam, że najważniejszy (od strony danych makro) jest NAPM.Generalnie nastroje w USA są coraz gorsze. Wstępne szacunki mówią o odpływie w marcu z funduszy inwestujących w akcje ok. 2 mld dolarów (w lutym było 3 mld). To sytuacja dawno nie widziana na rynku amerykańskim. Analitycy powoli miękną i zaczynają obniżać swoje prognozy. Lehman Brothers zredukował swoje poziomy docelowe S&P 500 do 1400 z wcześniejszych 1600, a J.P. Morgan do 1300 z 1400. Czekam na A.J. Cohen z Goldman Sachs ? jeśli taki czołowy byk się podda, to pewnie nastąpi koniec spadków. Oczywiście, zgodnie z zasadą, że analitycy zawsze się mylą.W. Buffet ostatnio stwierdził, że jeszcze nie czas na kupowanie akcji, a spytany, kiedy ten czas nadejdzie, odpowiedział, że wtedy, gdy instytucje zaczną je wyprzedawać za bezcen. Przecież wiadomo, że fundusze amerykańskie są ?w akcjach? na 60?70% wartości portfela. Prezes GE J. Welch powiedział Reuterowi w piątek:? Czy to jest recesja czy nie, to w wielu firmach ludzie odczuwają to jako recesję. Ja przygotowuję się na najgorsze, mając nadzieję, że będzie lepiej i jestem zdania, że nie można mieć nadziei na wzmożenie aktywności gospodarczej w drugiej połowie roku. Pogląd jak pogląd, ale 40 lat działania w biznesie i kierowania General Electric każe przemyśleć tę opinię. Nie jest zresztą wykluczone, że rynki w poniedziałek na tę opinię zareagują.Bardzo ciekawie wygląda obraz techniczny rynku. Na wykresie długoterminowym DJIA widać wyraźnie, że obecny wzrost to jedynie korekta i ruch powrotny do przełamanej linii sześcioletniego trendu. Można się więc pokusić o postawienie hipotezy, że ten ruch powrotny będzie korektą typu a-b-c. Wynikałoby z tego, że duży wzrost byłby falą A, teraz mamy jego korektę i pora na falę c w tej trójce (np. na skutek kiepskiego indeksu NAPM), co kończyłoby B i potem ruch C w kierunku podstawy diamentu, przebitej linii sześcioletniego trendu i bardzo mocnego oporu na 10 300 pkt. Inaczej mówiąc, technika daje nadzieję na kwietniowy wzrost do 10 200 pkt. Problem w tym, że nie bardzo widać, co miałoby ten wzrost spowodować, jest za to mnóstwo powodów do spadku. Dlatego też głowy bym nie dał za akurat taki scenariusz, chociaż uważam go za najbardziej prawdopodobny z czysto technicznego punktu widzenia ? byłoby to bardzo książkowe. Nie rozważam powrotu hossy. Wybicie z dwuletniej stabilizacji i przełamanie wieloletniej linii trendu nie daje żadnych nadziei. Każe raczej myśleć o długiej bessie, czyli o ?twardym lądowaniu? gospodarki amerykańskiej i o tym, że J. Welch może mieć rację.Sześcioletni trend Nasdaq broni się (1800 pkt.), ale nie jest to obrona imponująca. Można postawić pytanie: jeśli S&P 500 i DJIA przełamały swoje trendy sześcioletnie, to dlaczego nie miałby tego zrobić Nasdaq? Nie widać takiego powodu. Krótkoterminowo mamy wsparcie na 1800 pkt., a opór na 1980 i 2050 pkt. I teraz jest problem. Jeśli scenariusz dla DJIA się spełni, to Nasdaq też powinien wzrastać. Jeśli zaś pokona 1980, to powstanie klasyczne podwójne dno z zakresem wzrostu przynajmniej do 2160 pkt. Sęk w tym, że w ogóle nie widzę powodu, dla którego miałoby się tak stać.Oczywiście, istnieje alternatywa, która intuicyjnie wydaje się bardziej prawdopodobna: przełamanie przez Nasdaq poziomu 1800 i powtórne testowanie przez DJIA 9100 pkt. Jak z tego wybrnąć? Uważam, że po pierwsze trzeba czekać na to, co pokaże NAPM w poniedziałek i jaka będzie reakcja rynku. Po drugie czekać, czy Nasdaq pokona 1800 pkt., a DJIA 9700 ? wtedy mamy scenariusz negatywny. Jeśli Nasdaq pokona 1980, a DJIA 9950, to mielibyśmy scenariusz optymistyczny. Trzeba jednak pamiętać o tym, że mamy bessę, i to poważną, i że oba scenariusze będą prowadziły w następnych tygodniach do dużych spadków indeksów.Rynek polskiDla aktywnego inwestora ostatni tydzień to droga przez mękę. Powodem jest trend horyzontalny, charakteryzujący się małymi zmianami nie tylko w ciągu dnia, ale i z sesji na sesję. Właśnie z takim trendem, popartym dodatkowo bardzo małymi obrotami, mieliśmy do czynienia. Rynek nie reagował ani na duże wzrosty na świecie (uznając je za korektę), ani na spadki. Uważam, że bardzo pomógł koniec kwartału. W końcu u nas fundusze też musiały robić ?window dressing?. Jeśli jednak ?window dressing? miałoby polegać wyłącznie na stabilizacji, to kiepsko jest z naszym rynkiem. Od poniedziałku tego elementu nie będzie ? zobaczymy, czy to coś zmieni. Najgorsze, że taka stabilizacja może trwać nawet całymi tygodniami. Czy coś mogłoby to zmienić? Niewątpliwie wyjaśnienie sytuacji na świecie. Jeżeli w USA zrealizuje się wariant pesymistyczny, to nie unikniemy wyjścia dołem z tej stabilizacji. Jeśli optymistyczny ? to górą. Niewiele zależy od naszego rynku.Jest jednak element, który może ściągnąć indeksy w dół. To Elektrim, który dla rynku jest bardzo ważny. Posunięcia tej spółki w ostatnim tygodniu są zadziwiające. Komentarze prasowe też. Dlaczego komentarze prasowe są zadziwiające? Wyczytałem bowiem, że wyprzedaż za półdarmo Elektrimu Kable i Portu Praskiego, odroczenie kredytów w 2 bankach i emisja obligacji za 300 mln zł to próba wzmocnienia pozycji przed NWZA i poprawienia płynności. Pytam: jakiego wzmocnienia pozycji? Gdybym był akcjonariuszem tej spółki, to wyrzuciłbym zarząd na bruk za takie transakcje, jak EKP i PP. Mało tego, złożyłbym doniesienie o działaniu na szkodę spółki. Poprawienie płynności? Przecież to wszystko świadczy o katastrofalnym braku płynności i rodzi podejrzenia, że król jest nagi. Mało że nagi, to jeszcze na granicy bankructwa. Jak można inaczej traktować tego typu wyprzedaż sreber rodowych? Być może prasa i analitycy starają się o tym nie pisać. Dlaczego? Bo kłopoty Elektrimu to cios dla rynku, dla instytucji mających jego akcje i dla banków, które pożyczały mu pieniądze. Ja jednak nie widzę najmniejszego powodu, żeby o tym nie pisać. Jeśli się bowiem pisać nie będzie, to z akcji Elektrimu i banków wyjdą dobrze zorientowani, a mali inwestorzy jak zwykle mocno się sparzą. To jest po prostu nieuczciwe. Obraz Elektrimu w prasie może się jednak zmienić, a spadki Elektrimu połączone np. ze spadkami KGHM (miedź ciągle tanieje, a złoty bardzo mocny), PKN (oferta SP) i TP SA (oferta SP) doprowadziłyby do załamania rynku. Uważam, że wyłącznie pozytywny scenariusz w USA pozwoli ruszyć do góry i sprzedać kłopotliwe dla funduszy akcje. Zastanawiałem się, czy kopać leżącego, ale muszę coś napisać o obniżce stóp procentowych. RPP nie ma już przyjaciół. Nawet tak poważna instytucja, jak Goldman Sachs, mówi o ograniczaniu się do rozpaczliwego reagowania na już zaszłe wydarzenia (za PARKIETEM). I to jest dobre podsumowanie tej obniżki stóp, która znowu niczego nie dała. Następny geniusz rynku z RPP (tym razem L. Balcerowicz) dał znać spekulantom zagranicznym, że spokojnie mogą podwyższać wartość złotego. Powiedział, że ta obniżka zmniejsza prawdopodobieństwo następnej w bliskim czasie. Chodziło mu oczywiście o to, żebyśmy się nie rzucili brać kredytów i wykupywać wszystkiego w sklepach, podnosząc inflację. Czasem mam wrażenie, że tacy ludzie żyją w innym kraju i nie widzą, co się dzieje w gospodarce i w portfelach konsumentów.W tej chwili ze złotym dzieje się bardzo źle. Wzmacnia się do dolara, kształtując coraz wyraźniej odwróconą RGR. Dolar wzmacnia się w stosunku do euro i bardzo mocno w stosunku do walut azjatyckich. Wynik? Złoty najmocniejszą walutą świata! Paranoja. Już niedługo skończy się dobra passa naszego eksportu i zaczną się schody. Potem wystarczy zła sytuacja na giełdach światowych, wzrost deficytu budżetowego i obrotów bieżących, wzrost inflacji (to wszystko przed nami) i masowe wyjście spekulantów ze złotego. Wiadomo, co dalej.W analizie technicznej nic się nie zmieniło. Od pewnego czasu najbardziej przyzwoicie wygląda indeks cenowy, który daje nadzieję na wzrosty. WIG nie potrafi powrócić do przełamanej linii trendu (15 200). Niewiele wyżej jest szyja formacji RGR (15 500). Uważam, że w optymistycznym wariancie możemy wrócić do tej ostatniej wartości. Pokonanie 14 000 pkt. to będzie sygnał do dalszych spadków. Na WIG20 sytuacja wygląda jeszcze prościej. Wybicie z horyzontu (1415) to ruch maksymalnie do 1570 pkt. Przebicie dolnego ograniczenia (1350) to duży spadek ? przynajmniej do 1200 pkt.W tym tygodniu wszystko zależy od tego, jaki scenariusz będą realizowały rynki amerykańskie i jak będzie się rozwijała ?Elektrim story?. Szanse na wzrost czy spadek są jak 50:50. Je dnak ewentualny wzrost będzie mocno ograniczony i krótki. Potem czeka nas dalszy ciąg bessy. Wydaje się, że musi być jeszcze gorzej po to, żeby było potem lepiej. N