John Chambers ? prezes i dyrektor generalny Cisco Systems
John Chambers, prezes i dyrektor generalny amerykańskiego koncernu Cisco Systems, jeszcze do niedawna uznawany był za jedną z największych postaci amerykańskiej branży high-tech, dołączając do takich menedżerów, jak szef Microsoftu Bill Gates, kierujący Oracle Larry Ellison, prezes AOL Steve Case czy szef Apple Computer Steven Jobs. Korzystając z internetowej gorączki, która pojawiła się na rynkach w końcu 1999 r., kierowane przez Chambersa Cisco Systems, specjalizujące się w produkcji wyposażenia wykorzystywanego w połączeniach internetowych, na początku ub.r. biło rekordy wyników i notowań akcji na giełdzie. W pewnym momencie kapitalizacja Cisco wzrosła aż do 530 mld USD i spółka wyprzedziła takich potentatów, jak General Electric i Microsoft, stając się największą na świecie spółką pod względem wartości rynkowej akcji.Jak pisze ?International Herald Tribune?, Chambers zdobył sobie w tym czasie miano menedżera, który w Dolinie Krzemowej uosabia sukces całej branży internetowej. Na Wall Street uznano go za menedżera gwarantującego wzrost i zyski spółki, o jego względy zaczęli zabiegać nawet politycy. W ub.r. Cisco przekazało m.in. 4 mln USD na kampanię prezydencką Georga W. Busha. Chambers mógł się również pochwalić regularnymi kontaktami z brytyjskim premierem Tony Blairem, czy ponad 2-godzinną rozmową z chińskim przywódcą Jiang Zeminem. Pracownicy w firmie docenili go za dobre wyniki, udziałowcy Cisco zaś, którzy często nie wiedzieli nawet, czym tak naprawdę firma się zajmuje, zaczęli nawet ubiegać się o autografy osoby, której zawdzięczają wzrost swoich giełdowych fortun.Tak dobre czasy jednak skończyły się podobnie niespodziewanie, jak się zaczęły. Załamanie w branży internetowej, a co za tym idzie gwałtowna przecena akcji Cisco (obecnie kosztują one ok. 15 USD, wobec 80 USD w marcu ub.r.), zmniejszyła kapitalizację o ponad 400 mld USD i nagle, uwielbiany dotychczas, menedżer znalazł się w ogniu krytyki. Pracownicy stanęli w obliczu zapowiedzianych w ubiegłym miesiącu zwolnień ok. 5 tys. spośród 44 tys. zatrudnionych osób (pierwsze takie posunięcie na szerszą skalę w 17-letniej historii Cisco), coraz rzadziej słychać też o spotkaniach Chambersa z politykami, a wielu inwestorów pomstuje na firmę, ponieważ nagle rozpłynęły się ich zdobyte niedawno fortuny. W tych okolicznościach nie brakuje już nawet głosów, że niebawem może nastąpić zmiana w fotelu prezesa firmy, która potrzebuje w zarządzie ?świeżej krwi?. Tym bardziej że Cisco w bieżącym kwartale stoi w obliczu pierwszego od 11 lat spadku przychodów.John Chambers urodził się w 1949 r. Ukończył West Virginia University oraz zdobył tytuł MBA na Indiana University. Zanim został szefem Cisco w 1995 r., pracował m.in. w IBM. Jak sam twierdzi, jest przedstawicielem starej szkoły zarządzania. W życiu prywatnym również cechuje go staromodne zachowanie, co, jak twierdzi, jest następstwem wychowania rodziców. Jest jednym z niewielu menedżerów w Dolinie Krzemowej, gdzie mieści się kwatera główna Cisco, który wciąż chodzi w garniturze.
Ł.K.