Ciężkie życie drobnych inwestorów w Hiszpanii i Portugalii
Hiszpańscy i portugalscy mali akcjonariusze praktycznie nie mają szans na bronienie swoich interesów na walnych zgromadzeniach. Zdecydowana większość tamtejszych spółek skutecznie ogranicza ich prawa do głosu, uzależniając zgodę na uczestnictwo w obradach od posiadania odpowiednio dużego pakietu akcji, a niektóre ? żądając wygórowanych opłat za wstęp ? pisze w korespondencji z Lizbony agencja Bloomberga.Według sondażu przeprowadzonego na zlecenie Stowarzyszenia Niemieckich Drobnych Akcjonariuszy w 15 państwach Europy, takie ograniczenia istnieją tylko na Półwyspie Iberyjskim. Ale lista spółek stosujących tę metodę eliminacji posiadaczy kilku akcji jest długa.Np. w portugalskim Banco Espirito Santo wymagane jest posiadanie co najmniej 100 akcji, w największej hiszpańskiej firmie naftowej Repsol YPF ? już 150. Aby wejść na WZA tamtejszego potentata telekomunikacyjnego Telefonica, należy się wykazać pakietem 300 walorów, natomiast w przypadku Portugal Telecom SGPS ? aż 500. Z kolei uczestnictwo w walnym największego portugalskiego producenta cementu ? Cimpor-Cimentos de Portugal ? kosztuje... 3462 euro.? Nie mamy na tę sytuację żadnego wpływu. Na całym świecie obowiązuje zasada ?jedna akcja ? jeden głos?. Tymczasem u nas drobni akcjonariusze nie mają w ogóle prawa głosu ? żali się Bloombergowi jeden z portugalskich inwestorów Manuel Marques. ? Spółki ułatwiają sobie w ten sposób życie. Odstawieni na boczny tor, niedoinformowani drobni akcjonariusze nie są w stanie sprawiać kłopotów ? dodaje specjalizujący się w prawie spółek handlowych lizboński adwokat Nelson Bernardo. Praktykę tę krytykowała już wielokrotnie Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), ale ? dotąd ? bez efektów.Zdaniem ekspertów, ograniczenia takie to relikt przeszłości. W XVI i XVII wieku, kiedy oba kraje aktywnie uczestniczyły w kolonialnej ekspansji, tworzono specjalne spółki finansujące takie wyprawy. Prawo głosu przysługiwało w nich tylko akcjonariuszom pochodzącym z arystokracji oraz tym, którzy wnieśli największy wkład finansowy. Reszta otrzymywała akcje bez prawa głosu.Obecnie tamtejsze przedsiębiorstwa starają się w ten sposób ograniczyć zjawisko tzw. kapitalizmu ludowego. Z jednej strony zarówno rząd, jak i same firmy namawiają ludzi do kupowania walorów z nowych emisji oraz transakcji prywatyzacyjnych, z drugiej ? olbrzymia liczba drobnych inwestorów nie ułatwia obrad WZA.? Mamy już ponad milion akcjonariuszy. W jakiś sposób musieliśmy ograniczyć ich obecność na walnym ? powiedziała w rozmowie z Bloombergiem Myriam Gomez, rzeczniczka prasowa największego banku w Hiszpanii ? Banco Santander Central Hispano. Z kolei Telefonica wprowadziła wymóg posiadania co najmniej 300 akcji w 1998 r., kiedy akcjonariusze ze związków zawodowych tak skutecznie protestowali przeciwko planowanym obniżkom płac, że walne musiano zakończyć już po 15 minutach, nie podejmując żadnych decyzji.Stanowisko spółek popierają niektórzy menedżerowie. ? Drobni akcjonariusze nie powinni mieć wpływu na strategiczne decyzje. Nie mają oni najczęściej pojęcia o kierowaniu wielkim koncernem. Przyznanie im zbyt dużych uprawnień nie byłoby zjawiskiem pozytywnym ? uważa Prem Thapar, zarządzający funduszem inwestycyjnym w madryckim oddziale banku BNP Paribas.
W.K., Bloomberg