Dziwny jest ten świat

Wakacje, upał, na giełdzie bessa, rynek pierwotny praktycznie nie istnieje. Tymczasem nieszczęśliwcy z różnych instytucji zarządzających aktywami, którzy akurat nie korzystają z dobrodziejstw urlopu, muszą jakoś przetrwać dzień.

Jakiś czas temu modna była zabawa nazwana numeromanią. Polegała ona na dorzucaniu na dogrywkę takiej liczby akcji, by widoczna na monitorach oferta składała się z tych samych cyfr (np. kupno 11 111 akcji). Zabawa ta czasem wraca na rynek, jednak jest już znacznie mniej popularna. Co więcej, była ona praktycznie nieszkodliwa.Ostatnio dowiedziałem się o znacznie ciekawszych ?zabawach? zarządzających. Wiadomo, że między osobami odpowiedzialnymi za wyniki inwestycyjne w różnych instytucjach od zawsze trwa konkurencja, kto osiągnie najwyższą stopę zwrotu. O tym, jak bardzo jest to ważna sprawa, mogły świadczyć wypowiedzi zarządzających w momencie, gdy sukcesy na rynku odnosił Robert Nejman. Wypowiedzi typu ?jemu łatwo, bo zarządza małymi aktywami? albo ?w dłuższej perspektywie jego wyniki są nie do utrzymania? były w mniej lub bardziej oficjalnych rozmowach na porządku dziennym. Nawet w ówczesnej rodzimej firmie R. Nejmana zwracano uwagę, iż sukces odniósł cały zespół, a nie tylko jednostka. No cóż, jak wiadomo sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą.Jednym z poważniejszych ?pól bitewnych? między zarządzającymi są fundusze emerytalne. Porównywanie stóp zwrotu w tych instytucjach jest w pewnym stopniu sformalizowane (minimalna stopa zwrotu), a dodatkowo, ze względu na liczbę klientów, osiągane rezultaty wzbudzają spore zainteresowanie. W momencie startu OFE na rynku głośno było o różnych sposobach ?poprawienia? osiąganych rezultatów. Walka zaczyna być jednak niebezpieczna. Otóż zarządzający posuwają się już do tego, iż starają się nie tylko poprawić swoje wyniki, ale również pogorszyć rezultaty rywalizujących firm. Mechanizm jest tu prosty. Jeden z większych OFE na rynku kupował niedawno akcje spółki o raczej niskiej kapitalizacji, które następnie sprzedawał na rynku po niższych cenach. Ze względu na wartość aktywów i stopień zaangażowania operacja ta miała znacznie mniejszy wpływ na jego wyniki, niż na rezultaty konkurencyjnego funduszu. Kurs zjechał o ponad 50%. Udało się. ?Zabawa? pasjonująca, szkoda tylko, że nie za pieniądze prywatne osób w nią zaangażowanych.Pisałem już o OFE CU, które nie pojawiło się (oczywiście, w trosce o klienta) na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Banku Śląskiego. Teraz mamy jeszcze zabawę w psucie rynku. Czekam na kolejne ciekawe pomysły. Możliwość utraty klientów nie jest przecież taka groźna ? wkrótce dla wszystkich korzystanie z usług któregoś OFE będzie obowiązkowe. n