Rynek nadal pozostaje w niepewności, co do losów testu poziomu 1135 pkt., wyznaczonych przez połowę poniedziałkowej świecy. WIG20 po osiągnięciu 1137 pkt. cofnął się do 1133 pkt., co oznacza, że zwyżka jest symboliczna. Ale biorąc pod uwagę nastroje na europejskich rynkach, gdzie brak jest odreagowania wczorajszej przeceny trzeba przyznać, iż nasz parkiet nie wypada źle. Obroty utrzymują się na podobnym poziomie, jak w dniu wczorajszym i wynoszą 80 mln zł.
Notowania kontraktów na amerykańskie indeksy nie przynoszą dziś większych zmian. Tamtejsze rynki będą dziś dyskontować publikację indeksu nastrojów konsumenckich Uniwersytetu Michigan, która będzie miała miejsce o 16.00. Czy jednak wobec tak złych nastrojów, jakie obecnie panują w USA coś może zmienić bieg zdarzeń. Wydaje się, iż nieuniknione będzie dotarcie przez amerykańskie indeksy do wiosennych dołków i dopiero tam zadecyduje się to, czy mieliśmy wtedy do czynienia tylko z silną korektą bessy, czy też był to początek nowej fali wzrostowej. Pamiętamy, że teoria fal dopuszcza zniesienie w całości pierwszego impulsu wzrostowego. DJIA dzieli od marcowego dołka około 500 pkt., więc zapewne w jego przypadku poznamy najszybciej rezultat testu tej wysokości.
Jeśli będzie się realizował taki scenariusz dla rynków USA to trzeba się zastanowić, jak duży wpływ będzie to miało na nasz rynek. Do tej pory pozostaje on niewrażliwy na złe informacje zza oceanu. Widać, że słabe sesje w USA działają na razie jak straszak, czyli obniżają kursy na początku notowań, które potem rosną. Jeśli WIG20 zdoła pokonać opisywany opór to słabe sesje raczej nie zaszkodzą w dalszych wzrostach. Nasz rynek będzie żył swoim życiem. Jeśli jednak testowanie 1135 pkt. będzie się przedłużać, to kolejny silny spadek w USA może pociągnąć za sobą i nasze indeksy.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu