Złoty osłabił się w poniedziałek. Zmiany są jednak niewielkie i nie wydaje się, aby polska waluta straciła na skutek rozpoczęcia działań wojskowych w Afganistanie. Euro zanotowało niewielki wzrost wartości i wróciło w okolicę 0,92 USD.

Rano za dolara płacono 4,155 zł, za euro 3,81 zł, odpowiadało to 7,65% powyżej starego parytetu. Od razu wystąpiła podaż i polska waluta zaczęła powoli tracić. Około południa było 6,9%, przy kursach 4,18 i 3,85. Potem doszło do odreagowania. Kończyliśmy na 7,2%. Poziomy wynosiły 4,171 i 3,83.Czy polskie rynki finansowe zareagowały na wydarzenia w Afganistanie? Być może, ale jeśli nawet, to w niewielkim stopniu. Być może, bo nie jest wcale takie pewne, czy osłabienie złotego i nieznaczna korekta na giełdzie mają w ogóle jakikolwiek związek z amerykańsko-brytyjskim atakiem. Rynek obligacji pozostał bowiem bardzo mocny, mało tego ? doszło nawet do wzrostu cen, co z całą pewnością nie jest odpowiedzią na wzrost ryzyka inwestycyjnego. W takim razie, dlaczego spadła wartość polskiej waluty? Po pierwsze, właściwie przez cały poprzedni tydzień obserwowaliśmy wzrost wartości złotego. I szczerze mówiąc, tak wyraźne umocnienie trudno było tłumaczyć jedynie optymizmem związanym ze wzrostem szans na to, że Marek Belka obejmie stanowisko ministra finansów oraz podpisaniem umowy sprzedaży PZU SA. Stąd przypuszczenie, że zaczęto już dokonywać zamiany środków związanych z powyższą prywatyzacją. Być może w poniedziałek tego typu zleceń po prostu nie realizowano. Po drugie, skoro już doszło do wzrostu wartości złotego, to niektórzy uczestnicy rynku mogli pozamykać pozycje i zrealizować zyski spekulacyjne wypracowane wcześniej.Dlaczego uderzenie w Azji przyjęto stosunkowo spokojnie? Bo nie było ono zaskoczeniem. Od tygodni jedyną niewiadomą był termin rozpoczęcia ataku. Jeśli działania zbrojne nie wyjdą poza obszar Afganistanu, jeśli nie zostaną one wyraźnie potępione przez kraje arabskie i jeśli nie dojdzie do kolejnych ataków terrorystycznych na USA lub inne państwa, to z dużymi zmianami na rynkach nie powinniśmy mieć do czynienia.Na świecie także nie doszło do paniki. Wspólna waluta wzmocniła się, ale zmiany trudno uznać za znaczące. Wystartowaliśmy z 0,9185, szybko osiągnęliśmy 0,924, potem korekta i do końca dnia w okolicach 0,92 (zamknięcie na 0,919).W Stanach Zjednoczonych mieliśmy przedłużony weekend (Columbus day). Wydaje się, że również ten fakt decydował o wyborze terminu ataku na Afganistan. Na amerykańskich rynkach finansowych mogłoby przecież dojść do jakichś gwałtownych reakcji w pierwszej chwili (często nieprzemyślanych), a one w obecnej sytuacji (wyraźne spowolnienie gospodarki) mogłyby wywołać destabilizację. Jeśli do operacji w Azji przyłączą się także inne państwa europejskie (mówi się o Francji i Niemczech), to nie będzie podstaw do wyraźnego wzrostu wartości euro.