Polska waluta w ostatnim dniu tygodnia nieco straciła, wciąż jednak utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Przez większą część piątkowych notowań euro zyskiwało. Kończyliśmy na 0,906 USD. Bylibyśmy zapewne jeszcze wyżej, gdyby nie nadspodziewanie dobre informacje o amerykańskim wskaźniku optymizmu University of Michigan Confidence.
Rano za dolara płacono 4,14 zł, za euro 3,74 zł, odpowiadało to 8,7% powyżej starego parytetu. Mniej więcej taki poziom utrzymywał się do 11.30. Wtedy przeważył popyt i około południa dotarliśmy do 8,3%. USD podrożał o 2 grosze, wspólna waluta o 1,5 grosza. Szybko doszło jednak do odreagowania. O 13.00 wróciliśmy na 8,7%, kursy wynosiły 4,14 zł i 3,745 zł. Kończyliśmy dzień na 8,6%, przy poziomach 4,14 i 3,75 zł.W piątek doszło do korekty, choć wciąż jesteśmy na bardzo wysokim poziomie. Część inwestorów doszła do wniosku, że warto przed weekendem zrealizować zyski wypracowane w ostatnich dniach. A pamiętajmy, że w czwartek dotarliśmy do 9,2% powyżej parytetu, złoty umocnił się więc o ponad 2% w stosunku do notowań wtorkowych. Polskiej walucie nie pomogły też wypowiedzi Bogusława Grabowskiego, członka RPP, który zasugerował, że w najbliższych miesiącach może dochodzić do napięć między partiami tworzącymi nową koalicję. Wyraził on również obawę o to, czy uda się zbudować budżet z wydatkami na poziomie 183 mld zł (o którym mówi umowa koalicyjna). No i wciąż pozostaje kwestia ewentualnej próby ograniczenia niezależności NBP i RPP.Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden problem: nawet jeśli uda się przyjąć budżet akceptowalny z punktu widzenia stanu finansów publicznych, to wcale nie jest pewne, że zostanie on zrealizowany. Wobec ewentualnego wybuchu niepokojów społecznych, do jakiego może dojść w trakcie 2002 roku w związku z pogorszeniem warunków życia (konieczne są przecież cięcia, w dodatku przewiduje się dalszy wzrost bezrobocia), koalicja będzie musiała wykazać silną determinację, aby rzeczywiście zrealizować przyjętą ustawę. Pytanie tylko, czy możemy na to liczyć?W przyszłym tygodniu czeka nas kolejna porcja danych makroekonomicznych. Opublikowane zostaną przede wszystkim informacje o inflacji, produkcji przemysłowej, PPI i wykonaniu budżetu. CPI poznamy już w poniedziałek po południu. Analitycy oczekują spadku wskaźnika do 4,6% rok/rok (z 5,1% rok/rok w sierpniu). Byłby to kolejny argument za wyraźną obniżką stóp procentowych. Pamiętajmy jednak: teraz najważniejsza dla Rady jest kwestia uporządkowania finansów publicznych. Bez tego trudno liczyć na dalsze decyzje.Informacje o PPI i sprzedaży detalicznej w USA nie mogły zadowolić inwestorów. Ceny produkcji wzrosły bardziej, niż oczekiwano, jednocześnie doszło do głębszego spadku sprzedaży. Wszystkich zaskoczył natomiast pozytywnie wskaźnik optymizmu University of Michigan Confidence. Spodziewano się wyraźnego pogorszenia, tymczasem doszło do poprawy.