Stany Zjednoczone
Wydarzeniem ostatnich dni była obniżka podstawowych stóp procentowych za oceanem. W jej następstwie stopa oprocentowania funduszy federalnych spadła do 2%, a stopa dyskontowa do 1,5%. Było to już dziesiąte cięcie stóp od czasu, kiedy w styczniu tego roku Fed zainaugurował politykę poluźniania monetarnego. Jest to równocześnie czterdziestoletnie minimum stopy Fed.
Od tragicznego zamachu na WTC znacząco spadły wskaźniki nastroju, informujące o prawdopodobnym zachowaniu się konsumentów w przyszłości. Amerykańskie władze federalne podjęły dość ryzykowną grę w celu zapobieżenia zapaści popytu konsumpcyjnego, podważającego zdolności korporacji giełdowych do akumulowania odpowiednio wysokich zysków. Dwukrotna obniżka (po 50 pkt. bazowych) po tragedii 11 września spowodowała, że oprocentowanie funduszy federalnych sięgnęło już 2%. Wielu obserwatorów rynku twierdzi, że dość prawdopodobna jest kolejna, jedenasta obniżka do 1,5% w styczniu.
Widać zatem wyraźnie determinację Fed, mającą na celu wprowadzenie największej gospodarki na świecie na ścieżkę szybkiego wzrostu. Niestety, dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, jak głosi przysłowie. Warto zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze kolejna obniżka znacząco obniża margines ewentualnych roszad w zakresie stóp procentowych. Jak kwieciście powiedział jeden z zaproszonych gości podczas debaty o kondycji makro w Ameryce w CNBC: "Podłoga jest coraz bliżej, a potem nie pozostaje nic innego, jak czołganie się po niej jak wąż japoński". Po drugie zasadniczym celem polityki stóp procentowych jest spłaszczanie cyklu gospodarczego, tak aby gospodarka rozwijała się w długim terminie w umiarkowanym tempie, ale była daleka od huśtawki silne ożywienie - dotkliwa recesja. Niedawno opublikowane dane o spadku PKB w III kwartale tego roku o 0,4% (najgorszy wynik od przeszło dziesięciu lat) oznaczają, że negatywny scenariusz, kreślony przez niektórych ekonomistów, a przyjmowany z niedowierzaniem przez większość, zaczyna być w pełni realizowany. Spadek konsumpcji w odpowiedzi na atak terrorystyczny, o czym przekonuje Conference Board Sentiment Index (spadek z 97 pkt. we wrześniu do 85,5 pkt. w październiku, czyli do najniższego poziomu od lutego 1994 roku), przesądza raczej, jaki będzie PKB w tym kwartale. Ujemny PKB po raz drugi to nic innego, jak podręcznikowy przejaw recesji.
Przy założeniu, że czwarty kwartał tego roku kończy się wejściem amerykańskiej gospodarki w stan recesji, trudno mówić o spłaszczaniu amplitudy wahań PKB, czyli jeden z głównych celów polityki pieniężnej nie został utrzymany. Można oczywiście zastanawiać się, czy Fed miał wpływ na losy gospodarki, czy sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby nie nieszczęśliwy splot okoliczności (zamach 11 września, a potem kontrofensywa w Afganistanie, której wynik pozostaje notabene wciąż wielką niewiadomą), czy pełzanie pozostałych najważniejszych na świecie gospodarek (Japonia+Euroland) nie miało niepożądanego efektu dla amerykańskiej, jednak te rozważania warto pozostawić innym analitykom. Władze monetarne rozlicza się podobnie jak polityków. Intencje nie liczą się tak bardzo, jak efekty podejmowanych działań. Tylko sukcesy oznaczają przedłużanie legitymacji władzy.