Reklama

"Argentyńska" korekta

Pogorszenie klimatu inwestycyjnego związane z rozwojem sytuacji w Argentynie, a także realizacja zysków spekulacyjnych przed weekendem doprowadziły do korekty na rynku złotego. Na rynku euro było dość stabilnie, choć dało się odczuć reakcje na dane o gospodarce amerykańskiej.

Publikacja: 10.11.2001 11:05

W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,06 zł, za euro 3,61 zł, odpowiadało to poziomowi 11,2% powyżej starego parytetu. Od razu przeważyły oferty sprzedaży i polska waluta zaczęła systematycznie tracić. Kończyliśmy na 10,6%, przy kursach 4,078 i 3,645.

Złoty osłabił się w piątek, choć zmiany nie są duże. Wciąż jesteśmy przecież na wyższym poziomie niż w środę na zamknięciu. Powodem korekty były przede wszystkim doniesienia z Argentyny. Nie dość, że plan zmian nie został zbyt dobrze przyjęty przez analityków zagranicznych (czego przejawem było na przykład to, że niektóre agencje obniżyły rating kraju do poziomu oznaczającego praktycznie niewypłacalność), to jeszcze rządowi centralnemu nie udało się uzyskać przychylności rządów lokalnych, co stawia pod znakiem zapytania przeprowadzenie reform. Czyżby więc jeden z największych światowych dłużników miał rzeczywiście ogłosić niewypłacalność? Możliwe. Pamiętajmy jednak, że nie byłoby to dużym zaskoczeniem. Poza tym Polska jest jednak nieco inaczej traktowana niż np. kraje Ameryki Łacińskiej. Reakcja na naszych rynkach byłaby więc zapewne ograniczona. Do tąpnięcia by nie doszło, nie oznacza to jednak, że nie zobaczylibyśmy dalszych korekt.

Do spadku wartości złotego przyczyniła się także realizacja zysków spekulacyjnych.

W przyszłym tygodniu poznamy informacje o październikowej inflacji. Średnia prognoz to 4,0% rok/rok, co oznaczałoby kolejny miesiąc poprawy. Moim zdaniem, może być nawet jeszcze lepiej i wskaźnik może zejść do 3,8%-3,9% rok/rok.

W pierwszych transakcjach za euro płacono 0,8915 USD. Potem oscylowaliśmy między 0,8897 a 0,8945. Koniec dnia był nieco lepszy dla wspólnej waluty ze względu na nie najlepsze dane z USA. Kończyliśmy na 0,8936.

Reklama
Reklama

W piątek opublikowano kolejne informacje o gospodarce amerykańskiej. PPI spadł aż o 1,6% (średnia oczekiwań to -0,4%, miesiąc wcześniej zaobserwowaliśmy wzrost o 0,4%), przy czym wskaźnik pomniejszony o zmiany cen żywności i energii zmniejszył się o 0,5% (-0,1%, 0,3%). O ile sam spadający PPI nie musiałby jeszcze oznaczać nic złego, pamiętajmy przecież, że w ostatnim czasie bardzo wyraźnie obniżyły się ceny ropy naftowej, wydatki na nią są bardzo ważnym kosztem w działalności gospodarczej, o tyle drugi wskaźnik (uwzględniający żywność i energię) musi budzić obawy. Wszystko wskazuje bowiem na to, że wyraźnie zmniejsza się popyt wewnętrzny. Największej gospodarce świata trudno zatem będzie uniknąć recesji. Na rynkach byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie informacje o University of Michigan Confidence (wskaźnik optymizmu), który nieco się poprawił.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama