Akcjonariusze mieli do wyboru postanowić o dalszej działalności lub zlikwidować firmę. Wybrali pierwsze rozwiązanie. Dokonali zmian w radzie nadzorczej. Co najciekawsze, wbrew propozycjom, nie zdecydowali się uchylić uchwały NWZA z 17 września w sprawie nowej emisji akcji, które miały być skierowane do inwestora strategicznego i do banków w zamian za długi. Poprzednie kierownictwo firmy uznało, że nie ma sensu mówić o emisji, kiedy z zamiarów objęcia akcji zrezygnowała spółka MSD - kandydat na inwestora strategicznego Lety. Inwestor, jak informowaliśmy, powołał się przy tym na zbyt wysokie koszty planowanej inwestycji oraz niestabilną sytuację na rynkach papierów wartościowych.

Nowy zarząd nadal traktuje emisję jako część składową działań restrukturyzacyjnych. Nie chce jednak informować, na czym te działania mają polegać. - Najpierw musimy porozmawiać z naszymi wierzycielami - powiedział PARKIETOWI Wojciech Słomka, członek zarządu Lety. Nie wiadomo więc, czy firma ma innych niż MSD chętnych na jej akcje. Z całą pewnością jednak ma niewiele czasu, by dogadać się z wierzycielami, głównie bankami. Poprzedni zarząd złożył wniosek do sądu o upadłość. Na razie sąd nie wydał decyzji w tej sprawie. Wycofanie wniosku będzie możliwe, o ile sytuacja Lety poprawi się. Spółka po trzech kwartałach br. notowała 8,26 mln zł przychodów ze sprzedaży i 6,3 mln zł straty netto. To efekt m.in. sprzedaży majątku trwałego poleasingowego, poniżej wartości księgowej, utworzonych rezerw, sprzedaży poniżej wartości księgowej udziałów i akcji w spółkach grupy kapitałowej oraz zapłaconych i niezapłaconych odsetek z tytułu zaciągniętych kredytów bankowych. W analogicznym okresie ubiegłego roku przy wyższych o około 3 mln zł przychodach firma notowała zysk netto w kwocie 0,5 mln zł. Jej zobowiązania spadły na koniec września br., nadal są jednak duże i wynoszą prawie 34 mln zł.

Leta kontrolowana jest przez grupę lokalnych inwestorów prywatnych. Największym akcjonariuszem jest Grażyna Tkocz.