W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,16 zł, za euro 3,68 zł, odpowiadało to poziomowi 9,3% powyżej starego parytetu. Właściwie od początku złoty zaczął odrabiać straty. Powoli wzmacniał się i późnym popołudniem udało mu się przebić 10% ponad parytetem. Kończyliśmy na 10,4%, przy kursach 4,108 zł za dolara i 3,638 zł za euro.
W piątek doszło do dość wyraźnej korekty na rynku obligacji. Dlaczego tak się stało? Po pierwsze, jeszcze w czwartek późnym wieczorem pojawiły się pogłoski o tym, że agencja Fitch chce obniżyć ocenę ratingową Polski. Na razie nic takiego jednak nie nastąpiło. Po drugie, część inwestorów doszła do wniosku, że niezłe dane o inflacji są bardzo dobrym momentem do tego, by zrealizować zyski spekulacyjne (dodajmy: niemałe) i jednocześnie nie doprowadzić do załamania rynku. Po trzecie, w ciągu dnia opublikowano informacje o tym, że jeszcze w tym roku mogą zostać wyemitowane długoterminowe obligacje, przeznaczone dla otwartych funduszy emerytalnych, w celu pokrycia zadłużenia państwa wobec tychże funduszy. Chodzi tu o kwotę około czterech miliardów złotych. No i po czwarte rynek zareagował na wypowiedź wicepremiera Marka Belki. Powiedział on, że jeżeli koniunktura gospodarcza w najbliższym czasie będzie zła, to rząd nie będzie dążył do ograniczenia deficytu budżetowego za wszelką cenę, aby jeszcze bardziej nie pogorszyć sytuacji.
Największy wpływ na złotego miały pierwsze dwa z wyżej wymienionych czynników. To właśnie dlatego największe straty odnotowaliśmy rano. Potem polska waluta zaczęła odreagowywać, jednak do czwartkowych poziomów nie dotarliśmy, choć udało się powrócić na powyżej 10% ponad parytetem.
To, co obserwowaliśmy w piątek, pokazuje jedno: myliłby się ten, kto traktowałby polski rynek jako stabilny. To wciąż "emerging market", choć z pewnością o znacznie mniejszym ryzyku niż np. Argentyna. Jeśli deficyt obrotów bieżących pogorszy się do końca roku, a RPP obniży stopy procentowe, to wciąż możliwe jest wyraźne osłabienie polskiej waluty. Inwestorzy mogą bowiem zdecydować się na zrealizowanie zysków i nienarażanie się na zwiększone ryzyko.
Produkcja przemysłowa w USA okazała się nieznacznie gorsza od prognoz, co obok przegłosowania wotum zaufania dla rządu kanclerza Schroedera było czynnikiem wspomagającym wspólną walutę.