Do tej pory RPP krytykował premier Leszek Miller, który żąda w tym roku obniżki stóp procentowych o 150 pkt. bazowych, a w razie niespełnienia tych żądań, grozi konfliktem i interwencją Sejmu. Wczoraj do tej krytyki przyłączył się wicepremier Jarosław Kalinowski, szef koalicyjnego PSL. Jego zdaniem, konieczna jest zmiana polityki pieniężnej. - Musi być taka zmiana, która doprowadziłaby do osłabienia złotego - powiedział. - Dzisiaj dolar powinien kosztować prawie 5 złotych.
Wczoraj na fixingu NBP dolar kosztował 4,0523 zł. Spełnienie żądania wicepremiera oznaczałoby konieczność dewaluacji złotego o ok. 25%. Jednak lider ludowców nie zamierza poprzestać na osłabieniu złotego. - Trzeba dokonać takiej nowelizacji ustawy o NBP, która umożliwiłaby zmianę celów polityki pieniężnej tak, żeby bank centralny był odpowiedzialny za wzrost gospodarczy i walkę z bezrobociem - powiedział J. Kalinowski.
Zdaniem Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty BRE Banku, realizacja scenariusza gwałtownej i głębokiej deprecjacji złotego doprowadziłaby z jednej strony do wzrostu inflacji, a z drugiej - mogłaby spowodować problemy z obsługą zadłużenia zagranicznego firm. - Taka deprecjacja nie powoduje wzrostu inflacji tylko wtedy, jeśli moce produkcyjne są w znacznym stopniu wolne oraz gdy rynek pracy jest na tyle elastyczny, że deprecjacja waluty nie przekłada się na wzrost płac - powiedział. - O ile o to, czy ten pierwszy czynnik występuje w Polsce, można się spierać, to na pewno nie mamy elastycznego rynku pracy. Poza tym, takie żądania deprecjacji złotego mogą spowodować problemy z obsługą długu zagranicznego. W kraju, który jest zadłużony na 60-70 mld USD, nie są właściwe.
Zdaniem Krzysztofa Rybińskiego, głównego ekonomisty BZ WBK, deprecjacja złotego to główny cel polityków, którzy naciskają na obniżki stóp. - Uważam, że gdyby doszło do deprecjacji złotego, natychmiast znikłyby naciski na RPP, gdyż słaby złoty rozwiązałby wiele problemów - powiedział. - Poprawiłoby to sytuację budżetu, gdyż osłabienie złotego spowodowałoby wzrost inflacji, a więc państwo uzyskałoby większe wpływy z podatków, a także zmniejszyłoby naciski na wprowadzenie podatku importowego, gdyż rynek i tak byłby chroniony przez taniego złotego.
Jego zdaniem, trudno w tej chwili powiedzieć, jak do tego osłabienia doprowadzić. Na pewno dokonałyby tego same rynki, gdyby wzrosło ryzyko realizacji scenariusza, w którym nie udaje się wprowadzić reform, proponowanych przez ministra finansów Marka Belkę i ministra pracy Jerzego Hausnera i Polsce groziłoby wprowadzenie podatku importowego oraz ograniczenie niezależności RPP, a także - w dłuższej perspektywie - opóźnienie w wejściu do UE.