Reklama

PSL chce dopłacić do dolara

Wicepremier Jarosław Kalinowski, przewodniczący PSL, jednej z partii koalicyjnych, zażądał wczoraj takiej zmiany w polityce pieniężnej, która doprowadziłaby do dewaluacji złotego o 25%. Chce także nałożenia na Radę Polityki Pieniężnej obowiązku dbania także o wzrost gospodarczy i bezrobocie, a nie wyłącznie o inflację. Rynek jednak zignorował tezy J. Kalinowskiego.

Publikacja: 13.12.2001 07:04

Do tej pory RPP krytykował premier Leszek Miller, który żąda w tym roku obniżki stóp procentowych o 150 pkt. bazowych, a w razie niespełnienia tych żądań, grozi konfliktem i interwencją Sejmu. Wczoraj do tej krytyki przyłączył się wicepremier Jarosław Kalinowski, szef koalicyjnego PSL. Jego zdaniem, konieczna jest zmiana polityki pieniężnej. - Musi być taka zmiana, która doprowadziłaby do osłabienia złotego - powiedział. - Dzisiaj dolar powinien kosztować prawie 5 złotych.

Wczoraj na fixingu NBP dolar kosztował 4,0523 zł. Spełnienie żądania wicepremiera oznaczałoby konieczność dewaluacji złotego o ok. 25%. Jednak lider ludowców nie zamierza poprzestać na osłabieniu złotego. - Trzeba dokonać takiej nowelizacji ustawy o NBP, która umożliwiłaby zmianę celów polityki pieniężnej tak, żeby bank centralny był odpowiedzialny za wzrost gospodarczy i walkę z bezrobociem - powiedział J. Kalinowski.

Zdaniem Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty BRE Banku, realizacja scenariusza gwałtownej i głębokiej deprecjacji złotego doprowadziłaby z jednej strony do wzrostu inflacji, a z drugiej - mogłaby spowodować problemy z obsługą zadłużenia zagranicznego firm. - Taka deprecjacja nie powoduje wzrostu inflacji tylko wtedy, jeśli moce produkcyjne są w znacznym stopniu wolne oraz gdy rynek pracy jest na tyle elastyczny, że deprecjacja waluty nie przekłada się na wzrost płac - powiedział. - O ile o to, czy ten pierwszy czynnik występuje w Polsce, można się spierać, to na pewno nie mamy elastycznego rynku pracy. Poza tym, takie żądania deprecjacji złotego mogą spowodować problemy z obsługą długu zagranicznego. W kraju, który jest zadłużony na 60-70 mld USD, nie są właściwe.

Zdaniem Krzysztofa Rybińskiego, głównego ekonomisty BZ WBK, deprecjacja złotego to główny cel polityków, którzy naciskają na obniżki stóp. - Uważam, że gdyby doszło do deprecjacji złotego, natychmiast znikłyby naciski na RPP, gdyż słaby złoty rozwiązałby wiele problemów - powiedział. - Poprawiłoby to sytuację budżetu, gdyż osłabienie złotego spowodowałoby wzrost inflacji, a więc państwo uzyskałoby większe wpływy z podatków, a także zmniejszyłoby naciski na wprowadzenie podatku importowego, gdyż rynek i tak byłby chroniony przez taniego złotego.

Jego zdaniem, trudno w tej chwili powiedzieć, jak do tego osłabienia doprowadzić. Na pewno dokonałyby tego same rynki, gdyby wzrosło ryzyko realizacji scenariusza, w którym nie udaje się wprowadzić reform, proponowanych przez ministra finansów Marka Belkę i ministra pracy Jerzego Hausnera i Polsce groziłoby wprowadzenie podatku importowego oraz ograniczenie niezależności RPP, a także - w dłuższej perspektywie - opóźnienie w wejściu do UE.

Reklama
Reklama

K. Rybiński uważa też, iż jest spora szansa, że deprecjacja złotego nie spowodowałaby takiego wzrostu inflacji, który zmusiłby RPP do podwyżki stóp. Przy niskim popycie krajowym oraz dużym bezrobociu inflacja mogłaby się zmieścić w wyznaczonym przez Radę przyszłorocznym celu inflacyjnym, który wynosi 5% plus minus 1 pkt. proc.

Zdaniem J. Jankowiaka, do osłabienia złotego konieczna byłaby jednak duża, o 150-200 pkt. bazowych, obniżka stóp procentowych oraz jasne stanowisko Rady, że kolejnych obniżek nie będzie. Bo właśnie nadzieje na dalsze cięcia, podgrzewane też wypowiedziami polityków, którzy ich żądają, wzmacniają złotego.

Analitycy wątpią jednak, by RPP obniżyła stopy już na grudniowym, zaplanowanym na przyszły tydzień posiedzeniu. Jej przedstawiciele na ostatnim posiedzeniu bowiem jasno dali do zrozumienia, iż w tym roku cięć już nie będzie. Rozczulające jest to, że politycy koalicyjni tak bardzo chcą podzielić się obowiązkiem dbania o wzrost gospodarczy i bezrobocie z RPP. Widać doceniają jej fachowość i skuteczność w zbijaniu inflacji i uznali, że jeśli RPP weźmie się za wzrost gospodarczy i bezrobocie, to ten pierwszy będzie coraz większy, a to drugie - coraz niższe. I dlatego chcą, aby Rada im pomogła, bo im samym nie wychodzi. Jednak nadzieje polityków mogą okazać się płonne, bo RPP, jak dotąd, z inflacją radziła sobie nie najlepiej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama