Reklama

O obrotach ciał niebieskich i rynków kapitałowych

Opozycja Jupitera i Plutona straci swą niekorzystną dla rynków kapitałowych moc w maju 2002 roku - twierdzi Henry Weingertner, certyfikowany astrolog finansowy z Nowego Jorku. Jego zdaniem, widać już światło, kończące tunel bessy pracowicie wykopany przez zdradliwego niedźwiedzia. Gwiazdy i inne ciała niebieskie chcą, by nowy rok był dobry dla inwestorów - pytanie tylko, jak dobry.

Publikacja: 02.01.2002 07:47

Weingertner zaobserwował, że kursy akcji spadają najczęściej podczas pełni Księżyca. Jednak nów jest dla rynków finansowych nawet groźniejszy od pełni. Krachy giełdowe z lat 1857, 1873, 1929 oraz 1987 zdarzyły się właśnie podczas "szczątkowej" obecności Księżyca na niebie. Finansowy astrolog stawia horoskopy giełdom oraz notowanym na nich przedsiębiorstwom. Ich przyszłość jest bowiem tak samo zapisana w gwiazdach, jak los indywidualnych inwestorów. Korporacje Disneya i General Motors zostały poczęte w znaku Wagi. Dobre i złe chwile emitowanych przez nie akcji pokrywają się - mniej więcej - z losami urodzonych w tym znaku ludzi. Natomiast Coca-Cola i IBM przyszły na świat w znaku Byka.

Henry Weingertner kieruje firmą inwestycyjną Astrologers Fund, którą można odwiedzić pod internetowym adresem www.afund.com. Firma zajmuje się inwestowaniem na giełdzie wyłącznie pieniędzy ludzi bardzo majętnych. Gwiazdy pomogły Weingertnerowi przewidzieć krach giełdowy z 1987 roku, załamanie się japońskiego rynku papierów wartościowych z 1989 roku, a także kryzys meksykańskiej waluty z połowy lat 90. Jest zawodowym astrologiem od 30 lat, a od 20 posiada licencję doradcy finansowego. Zalecany przez Weingertnera pakiet akcji między styczniem 1998 a styczniem 2000 roku wzrósł o 140%. Nieźle.

Analiza gwiazd pomogła Weingertnerowi przewidzieć, że w 2001 roku wzbogacą się wyłącznie ci inwestorzy, którzy konsekwentnie będą stosować technikę krótkiej sprzedaży akcji. Jego przewidywania sprawdziły się o wiele lepiej niż analityków z najznamienitszych domów maklerskich Ameryki, którzy sformułowali swe prognozy na prośbę Barron'sa. Richard Bernstein, szef działu analiz inwestycyjnych rynku amerykańskiego Merrill Lynch oraz Douglas Cliggott, piastujący podobne stanowisko w J.P. Morgan, przewidywali, że 2001 rok DJIA zakończy na poziomie 11 tysięcy punktów. Thomas McManus, strateg inwestycyjny z Banc of America Securities, spodziewał się, że DJIA dojdzie do 11 500 punktów. Natomiast analitycy Jeffrey Applegate z Lehman Brothers oraz Joseph Cohen z Goldman Sachs widzieli DJIA nawet na poziomie 13 tysięcy punktów.

Na początku 2001 roku optymizm okazywali nie tylko analitycy, lecz również indywidualni inwestorzy. W sondażu przeprowadzonym na początku roku przez menedżerów rodziny funduszy powierniczych Strong ponad 42% z 1000 uczestniczących w nim indywidualnych inwestorów wierzyła, że w 2001 roku kursy akcji wzrosną przynajmniej o 10%, prawie 35% z nich oczekiwało, że wskaźniki zakończą grudzień na poziomie zbliżonym do notowanych na początku stycznia, a jedynie 20% spodziewało się, że rynek stoczy się o kolejne 10% lub więcej.

Ani gwiazdy Weingertnera, ani metody stosowane przez innych analityków nie pozwoliły im przewidzieć, jakie znaczenie dla rynku będzie miał człowiek o nazwisku Osama bin Laden. Wydaje się jednak, że nawet bez jego udziału sytuacja na giełdach nie wyglądałaby wiele lepiej od obecnej. DJIA kończy grudzień na poziomie niższym o około 6% od tego, który zanotował podczas pierwszej sesji w 2001 roku. S&P 500 spadł o około 12%, a Nasdaq Composite o prawie 20%. Był to więc drugi rok spadków na amerykańskich giełdach.

Reklama
Reklama

Zdaniem analityków, nie tylko zapatrzonych w gwiazdy, 2002 rok będzie o wiele lepszy od poprzedniego. Znakomita większość z 54 analityków pytanych przez "Business Week" uważa, że byk wraca na Wall Street.Ale nie będzie to ten sam mocarny zwierz, który przez całe lata przysparzał inwestorom 20% zysku rocznie. Analitycy oczekują, że DJIA wzrośnie w tym roku o 13%, S&P500 o 15% i wreszcie Nasdaq Composite o 14,5%. Mniej więcej o takie wartości procentowe mają w przyszłym roku wzrosnąć dochody przedsiębiorstw.

Thomas Galvin z Credit Suisse First Boston powiadomił redakcję "Barron'sa", że spodziewa się wzrostu DJIA o 13%, do poziomu 11 400 punktów. Edward Kerschner z UBS Warburg uważa, że podstawowe wskaźniki giełdowe mogą zakończyć rok z zyskiem nawet 35-procentowym. Nie wszyscy analitycy są optymistami. Cliggott z J.P. Morgan uważa, że DJIA spadnie o 16%, do poziomu 8500 punktów, natomiast Bernstein z Merrill Lynch i McManus z Banc of America Securities oczekują, że DJIA zakończy rok na podobnym poziomie, na którym go rozpoczął.

Nie tylko astrolog finansowy Henry Weingertner prognozuje przyszłość giełdy z obserwacji zjawisk astralnych. Najnowszy raport dla indywidualnych inwestorów autorstwa Stephana Roacha z Morgan Stanley zaczyna się od stwierdzenia, że tak jak dzień następuje po nocy (dzięki zbiorowemu wysiłkowi Słońca, Ziemi oraz Księżyca), tak odrodzenie gospodarcze następuje po recesji... Nie wszyscy wierzą w astrologię finansową. Hugh Johnson - szef działu inwestycji strategicznych w First Albany - twierdzi na przykład, że najlepszą strategią inwestora jest stosowanie tradycyjnych metod analizy przedsiębiorstw. Doradza również modlitwę. Nikt bowiem tak naprawdę nie wie, jaka będzie przyszłość.

- Historia amerykańskiej giełdy dowodzi, że lata dużych wzrostów poprzedzane są często dwuletnimi okresami spadków - powiedział PARKIETOWI Dariusz Michalski, który w Nowym Jorku prowadzi oddział banku inwestycyjnego Raymond James Financial Services. - Z takim właśnie przypadkiem możemy mieć do czynienia w 2002 roku następującym po dwuletnim okresie dużych spadków wszystkich najważniejszych wskaźników. Na jakie wzrosty możemy liczyć po dwuletnim okresie spadków? Na to pytanie najlepiej odpowie poniższa tabelka:

Chciałbym zauważyć, że poprzednio wzrosty były tym większe, im dłuższa poprzedzająca je recesja. Trwająca obecnie recesja - według wszelkich przewidywań - nie będzie długotrwała, ale szybowaniu w górę zarówno akcji, jak i obligacji może pomóc niska inflacja.

W 2001 roku Stany Zjednoczone znalazły się w recesji, a później wprowadziły w nią cały świat. Czy Ameryka ma dość siły, by znaleźć wyjście z globalnej zapaści? Nawet pogrążone w recesji USA są dla inwestorów i analityków klasą dla siebie. Bezrobocie wzrosło, ale nie wspięło się ponad poziom 6%. Gary S. Becker, nagrodzony Noblem ekonomista z Uniwersytetu miasta Chicago, przypomina, że jeszcze niedawno właśnie taki poziom bezrobocia miał być dla gospodarki korzystny w opinii prezentowanej przez uznane autorytety naukowe. Nawet teraz, w środku recesji, podwyżek płac nie zżera inflacja - jak to się działo w dekadach lat 70. i 80. Analitycy, indywidualni inwestorzy oraz najzwyklejsi Amerykanie rozpoczynają nowy rok z przekonaniem, że ich kraj poradzi sobie i już wkrótce stanie się katalizatorem kolejnej, ogarniającej cały świat epoki prosperity.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama