W ostatnich dniach swoje strategiczne plany wobec chińskiego rynku zaprezentowały m.in. Motorola, Ericsson, Nokia i Siemens. Amerykanie zapowiedzieli, że w najbliższych pięciu latach zainwestują w Państwie Środka 6,6 mld USD. Przy ogólnej skali programu inwestycyjnego Motoroli w tym okresie, szacowanym na 10 mld USD, daje to wyobrażenie o znaczeniu chińskiego rynku.
Niewiele gorszy pod tym względem okazał się Ericsson. Szwedzi do 2006 r. chcą wydać na podbój Chin ponad 5 mld USD. To o 50% więcej niż pierwotnie planowano. Wprawdzie koncern zapowiedział w ub.r. ograniczenie kosztów, co wiąże się z redukcją ok. 22 tys. etatów we wszystkich swoich firmach, ale liczy, że w najbliższych pięciu latach utworzy w Chinach 29 tys. nowych miejsc pracy. Do 2005 r. zarząd Ericssona spodziewa się, że uda mu się zwiększyć wartość eksportu z tego kraju do 4,5 mld USD w skali roku.
Fińska Nokia była mniej konkretna, jeśli chodzi o liczby, ale jej kierownictwo nie ukrywa, że firma zamierza odgrywać na tym rynku kluczową rolę. Jak przyznają analitycy, cierniem w oku prezesa Jormy Ollila, jest fakt, że na razie przoduje tutaj Motorola, która zapowiedziała uruchomienie w najbliższych dniach sieci komórkowej według amerykańskiego standardu CDMA (konkurencyjnego wobec europejskiego GSM). - Wkrótce będziemy niekwestionowanym liderem. Dzięki inwestycjom w tym kraju chcemy zwiększyć swój udział w światowym rynku z obecnych 33% do 40% - stwierdził przed kilkoma dniami szef Nokii. W ub.r. fiński koncern po raz pierwszy sprzedał w Chinach więcej telefonów komórkowych niż w Europie.
- Kto teraz nie zdobędzie silnej pozycji w Chinach, skazany będzie już na zawsze na funkcjonowanie w drugim szeregu światowych firm tej branży - uważa Peter Borger, odpowiedzialny za ten obszar menedżer komórkowej spółki Siemensa, Siemens Mobile. Niemcy w ub.r. osiągnęli w Państwie Środka 1/5 przychodów, a do 2003 r. chcą zainwestować w Azji 1,5 mld USD, z czego większość w Chinach. Ostatnio np. zwiększyli zdolności produkcyjne swojej fabryki w Szanghaju z 10 do 14 mln aparatów rocznie. - To praktycznie jedyny rynek, na którym można sobie zrekompensować spadek zysków w Europie - dodał P. Borger.