Pomimo wielu wątpliwości co do formy obserwowanych wzrostów, która pozostawia wiele do życzenia i świadczy o tym, że są one bardziej wynikiem ograniczania podaży niż zdecydowanego kupna akcji, doszło w czwartek do przełamania bariery 1410 pkt., która ograniczała zwyżki od 9 stycznia. To sygnał, że byki zamierzają wyprowadzić indeks znacznie powyżej poziomu 1500 pkt.

Wartość około 1560 pkt. wynika z opisania notowań indeksu od października ub.r. kanałem wzrostowym i z równości obu fal, tej rozpoczętej w pierwszych dniach października i tej w połowie grudnia. Na tej wysokości znajduje się też 50-proc. zniesienie całej bessy. Na razie niewiele wskazuje na to, by miało im coś w tym przeszkodzić i będzie tak do chwili powrotu poniżej przełamanego wczoraj oporu. Jeśli tak miałoby się stać, byłby to niewątpliwie niekorzystny sygnał. W zasadzie od strony analizy technicznej nic więcej dodawać nie trzeba - wnioski z niej wynikające zachęcają do trzymania bądź kupowania akcji. O ile jednak trzymanie papierów wydaje się dość oczywiste w momencie, gdy ich ceny rosną, to kupowanie przy coraz bardziej pogarszającej się sytuacji na zagranicznych giełdach może być ryzykowne, jeśli odpowiednio nie ustawimy linii obrony.

Taką przestrogę opieram na spostrzeżeniu, że zachowanie naszego parkietu to wynik powstrzymywania podaży, a celem zwyżki nie jest już akumulacja walorów, a jedynie podciąganie cen. To tworzy pewien nawis podażowy, który w dowolnej chwili może się uwolnić, powodując silną przecenę i zarazem wywołać głęboką korektę.