Zapowiedź zniesienia ograniczeń w przepływie kapitału krótkoterminowego w październiku 2002 roku ujawnił Jan Truszczyński, główny negocjator polskiego rządu z Unią Europejską. Ten termin liberalizacji przepływów finansowych potwierdził także w jednej z gazet Jacek Dominik, radca przedstawicielstwa rządu w Brukseli. W ten sposób, jak się wydaje tym razem ostatecznie, rozwiązany zostanie problem zakładania rachunków inwestycyjnych w zagranicznych biurach maklerskich, a zachodnie parkiety będą jeszcze bliższe polskim inwestorom. Po liberalizacji rodzimy inwestor nie będzie bowiem musiał starać się o specjalne zezwolenie NBP.
- Nie ma co ukrywać, że jeśli przepływy będą łatwiejsze, to więcej osób może zdecydować się na działanie na zagranicznych rynkach. Nie sądzę jednak, by odpływ inwestorów i gotówki z warszawskiej giełdy miał być bardzo duży - mówi PARKIETOWI Maria Dobrowolska, prezes Izby Domów Maklerskich. Zwraca ona uwagę, iż kto chce, już teraz może lokować tam swoje oszczędności, korzystając z pośrednictwa rodzimych brokerów. - Polscy inwestorzy są przywiązani do warszawskiej giełdy i jeśli tylko będzie ona funkcjonalna i konkurencyjna, to nie widzę powodów do niepokoju - ocenia prezes Dobrowolska.
Jednym z kilku polskich biur umożliwiających inwestowanie za granicą jest CDM Pekao SA. Roland Paszkiewicz, kierownik zespołu rynków zagranicznych i pozagiełdowych, co prawda zdaje sobie sprawę ze zbliżającej się większej konkurencji, lecz w jego opinii nie będzie to aż tak drastyczna zmiana. - Pytanie, ile osób się zdecyduje, pozostaje otwarte. Na pewno część klientów będzie się zastanawiać, lecz ci, którzy naprawdę chcą inwestować za granicą, już to robią - stwierdza R. Paszkiewicz. Widać to chociażby na listach dyskusyjnych, gdzie inwestorzy dzielą się opiniami na temat inwestowania na zagranicznych giełdach, także z wykorzystaniem internetu.
Jak należy się domyślać, spora część z nich działa też w sposób nielegalny, czyli bez wymaganych (do momentu wprowadzenia liberalizacji transferów finansowych) zezwoleń NBP. - Możliwości, jakie daje sieć, są oczywiście ogromne, ale według mnie, zwłaszcza przyrost liczby klientów internetowych, nieco mitologizowane. Zawsze pozostaje przecież bariera językowa, a raczej trudno wyobrazić sobie, by zachodnie biura maklerskie zatrudniały maklera do tłumaczenia na polski - dodaje przedstawiciel CDM Pekao SA. Również Maria Dobrowolska dostrzega inne bariery ograniczające przepływ na rynki zachodnie. - Sporym utrudnieniem jest przecież dostęp do podstawowych informacji o spółkach i przebiegu samej sesji - uważa prezes IDM.
Roland Paszkiewicz zwraca również uwagę na dodatkowe koszty i kolejne ograniczenia finansowe. - Transfery gotówki przecież kosztują - przypomina R. Paszkiewicz. Ponadto, jeśli nie chce się korzystać z usług tzw. biur dyskontowych, które poza przekazaniem zlecenia nie oferują nic więcej, trzeba wziąć pod uwagę, iż konieczna jest naprawdę poważna gotówka, rzędu co najmniej kilkuset tysięcy złotych, lub stałe generowanie bardzo dużych obrotów. Bez tego można co najwyżej za kilkanaście lub kilkadziesiąt euro złożyć zlecenie bez dostępu do danych. - Tańsze biura po prostu nie dają informacji, a bogatsze stawiają wygórowane warunki - podsumowuje kierownik CDM Pekao SA.