Na koniec ubiegłego roku, jak wczoraj poinformował GUS, bezrobocie wyniosło 17,4% ludności zawodowo czynnej. Oznacza to, że bez pracy pozostaje 3,1 mln osób. Na koniec 1998 r., a więc w przeddzień startu reformy emerytalnej, bezrobocie wynosiło 10,4%. Było to ponad 1,83 mln osób. A więc od tamtego czasu liczba bezrobotnych wzrosła o ok. 1,3 mln osób. Dla porównania, czwarty pod względem liczby klientów OFE AIG ma niespełna 850 tys. członków.
Spada też zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, a właśnie spośród pracujących w nim oraz w sektorze budżetowym i samorządowym rekrutują się klienci OFE. O ile na koniec 1999 r. w sektorze przedsiębiorstw pracowało ponad 5,3 mln osób, to na koniec ubiegłego roku było to już niewiele ponad 4,95 mln osób. Czyli w ciągu dwóch lat pracę straciło ok. 350 tys. osób, czyli o kilkadziesiąt tysięcy mniej, niż wynosi liczba klientów OFE Bankowy czy OFE Skarbiec-Emerytura.
Na razie, jak twierdzą przedstawiciele towarzystw emerytalnych, nie odczuwają one wzrostu bezrobocia. Wynika to jednak raczej z problemów ZUS-u, niż z faktu, że klienci OFE nie tracą pracy.
- Mamy problem z interpretacją danych - powiedział Maciej Jankowski, wiceprezes PTE Commercial Union, które zarządza funduszem, mającym ok. 2,3 mln klientów. - Nie dostajemy informacji, z czego wynika fakt, że klient przestał płacić - czy dzieje się tak z powodu problemów z systemem informatycznym ZUS, czy też dlatego, że klient stracił pracę.
Nie zmieniają się właściwie także kwoty, jakie ZUS przelewa do OFE co miesiąc. - Biorąc pod uwagę przelewy z roku poprzedniego, mniej więcej co miesiąc do funduszy emerytalnych trafiało ok. 700 mln zł - powiedziała Aleksandra Bełkowska z biura prasowego ZUS. - Wartość tych kwot się waha, ale nie widać jakiegoś gwałtownego spadku.