Analiza techniczna podtrzymuje po ubiegłotygodniowych sesjach pozytywny obraz rynku akcji. WIG20 kontynuował trend wzrostowy, choć trzeba zauważyć, iż im bardziej zbliżał się do poziomu 1500 pkt., tym trudniej przychodziły zwyżki. Co więcej, w czasie dwóch ostatnich sesji widać było wyraźną chęć do realizacji zysków. I nie ma się co temu dziwić, bo przecież wartość 1500 pkt. ma znaczenie nie tylko jako opór, wynikający z analizy technicznej, ale także ze względów psychologicznych. Na tej wysokości znajdują się dwa szczyty z wiosny ubiegłego roku, a także lokalny dołek z października 2000 r. O tym wszyscy posługujący się analizą techniczną doskonale wiedzą. Ale ze względu na utrwalenie się w mediach tego poziomu jako docelowego punktu zwyżek, zdaje się on mieć dużo większe znaczenie, niż wynikałoby to z samej analizy technicznej. Myślenie posiadacza akcji może przebiegać w ten sposób, że skoro osiągnąłem duży zysk, a do tego rynek jest bliski zrealizowania prognozowanego zasięgu ruchu zwyżkowego, to może lepiej pozbyć się papierów i zaczekać na to, jak rynek poradzi sobie z oporem. Jeśli uda się go pokonać, to zawsze można odbudować pozycję. Taki schemat myślowy oparty jest na mechanizmie samospełniającej się przepowiedni, który w pewien sposób zadziałał także w momencie kształtowania dołka z października ub.r. Wtedy też dość powszechne było oczekiwanie zniżki indeksu do okrągłej wartości 1000 pkt.

Argumentem przemawiającym za możliwością zrealizowania takiego scenariusza, gdzie jeszcze przed dotarciem do 1500 pkt. ujawni się silniejsza podaż akcji, jest przebieg wskaźnika A/D Line. Nie jest on może zbyt łatwy do interpretacji i znalezienia momentu opuszczenia rynku czy zajęcia pozycji, ale dość dobrze spełnia rolę ostrzegającą przed zmianą dotychczasowej tendencji. Cenna jest tu przede wszystkim informacja w postaci dywergencji względem indeksu. Od marca 2000 r. pojawiała się ona dwukrotnie: w grudniu 2000 r. i w maju 2001 r. (choć wtedy nie była ona idealna, bo WIG20 tylko wyrównał poprzedni szczyt) i przestrzegała przez słabnięciem byków. Ale nie oznaczało to natychmiastowego zakończenia wzrostów. Teraz dywergencja wystąpiła po raz trzeci, co należy odczytywać jako zmniejszenie się szerokości rosnącego rynku. A to jest element charakterystyczny dla zbliżania się do lokalnych maksimów. Niestety, trudno jest o potwierdzenie takiej tezy, choćby ze strony indeksów cenowych. Jeśli wziąć pod uwagę indeks całego rynku, to bezsprzecznie pozostaje on w długookresowym trendzie spadkowym ze względu na to, że nie przebił się do tej pory powyżej minimum z marca ub.r. Ale już indeks cenowy rynku podstawowego wygląda znacznie bardziej optymistycznie. Wskaźnik spółek o średniej kapitalizacji MIDWIG wytracił dynamikę, ale jednak nadal rośnie, TechWIG, pozostając poniżej maksimum z listopada ub.r., odstaje od stawki. Dlatego twierdzenie, że wzrosty obejmują coraz mniejszą grupę walorów, nie jest takie oczywiste. Traktuję ten czynnik jako ostrzeżenie, a nie podstawę do podejmowania decyzji inwestycyjnych i będę poszukiwał jego potwierdzenia w zachowaniu indeksów.

Tu wnioski w zależności od tego, na który wskaźnik się spojrzy, są różne. Najbliżej wygenerowania krótkoterminowego sygnału sprzedaży jest TechWIG, którego niewiele dzieli od linii, łączącej grudniowe dołki. WIG przełamał szczyty z wiosny 2001 r., ale powyżej tego oporu znacznie zmalał wolumen obrotu. W przypadku WIG20 jest podobnie od chwili wybicia powyżej 1410 pkt. To sugeruje, że przebywanie powyżej tych poziomów może nie potrwać długo i w chwili, gdy podaż nieco przyciśnie, indeksy szybko wrócą poniżej nich. A to będzie potwierdzeniem, że zmienia się układ sił na rynku.W sumie więc rynek wysyła pierwsze sygnały ostrzegawcze, które stanowią poważne zagrożenie dla trwającej tendencji zwyżkowej. Jednak bez zmaterializowania się ich w postaci przełamania wymienionych powyżej wsparć nie przełożą się na rzeczywisty bieg zdarzeń.