Stracili nie tylko pracę, ale także oszczędności gromadzone w funduszu emerytalnym. Lwią część aktywów zainwestował on w akcje Enrona, doprowadzonego przez Laya i jego współpracowników w mistrzowski sposób do bankructwa.
Frank Portnoy, profesor prawa na uniwersytecie w San Diego, powiedział członkom komisji Kongresu, że powodem upadku tego koncernu były nie tylko kombinacje księgowe, ale także transakcje instrumentami pochodnymi. Zyski z tych operacji służyły maskowaniu strat ponoszonych w innych przedsięwzięciach.
Według Portnoya, głównym polem biznesowych działań Enrona były właśnie derywaty. Zarobił na tym, przynajmniej na papierze, miliardy dolarów, ale tracił na wszystkich pozostałych operacjach.
Straty były ukrywane w pajęczynie firm partnerskich, mających status jednostek specjalnego przeznaczenia (special purpose entities). W nich też były lokowane zobowiązania. Nierzadko te wehikuły wykorzystywano do zawyżania wyników chybionych przedsięwzięć. W okresie trzech lat na operacjach instrumentami pochodnymi Enron wykazał dochody w wysokości 16 mld USD, ale, zdaniem Portnoya, częstą praktyką w tej firmie było manipulowanie wynikami.
Kongresmeni prowadzący dochodzenie w sprawie bankructwa Enrona szukają inwestorów, którzy byli partnerami tej korporacji. Zdaniem prawników i inwestorów, na których powołuje się Bloomberg, mogą wśród nich być firmy finansowe z Wall Street, inwestorzy instytucjonalni i fundusze emerytalne. Enron podobno obiecywał im 100-proc. stopę zwrotu z inwestycji. Potrzebował wspólników, bo tego wymagały standardy rachunkowe. Firmy specjalnego przeznaczenia nie muszą być konsolidowane, jeśli założyciel znajdzie niezależnego partnera, który obejmie w nich 3% udziałów. - Wygląda na to, że wynajmowali inwestorów - ocenia Larry Soderquist, prawnik zajmujący się obrotem papierami wartościowymi. Wiadomo, że partnerem Enrona był Canadian Imperial Bank of Commerce oraz kalifornijski Calpers, największy w USA publiczny fundusz emerytalny.