Początek sesji przebiegał pod dyktando byków, które atakując najcięższe walory w indeksie, doprowadziły WIG20 do najwyższego w tym roku poziomu. W przedziale 1450-1460 pkt. uaktywniła się jednak wyraźnie podaż. Inwestorzy, widząc, że rynek po raz kolejny nie ma dość sił, by pokonać 1500 pkt., przystąpili do zamykania pozycji. Spadkom przewodziło Pekao, lider wcześniejszych wzrostów. Słabo prezentował się także cały sektor IT - TechWIG spadł o 2,14%, do 671,15 pkt. O 4,2% spadła wycena Grupy Onet, a o 5,1% Optimusa. Przed większą zniżką indeks chroniły praktycznie tylko KGHM (wzrost o 1,9%) i PKN ORLEN (+2,7%), na którym wyraźnie skoncentrowała się w piątek uwaga inwestorów. Wartość obrotów na tym walorze wyniosła 133,4 mln zł, podczas gdy łączne obroty na giełdzie przekroczyły 310 mln zł. Duża wymiana akcji koncernu była spowodowana głównie zbliżającym się terminem NWZA.
- Mam wrażenie, że osiągnęliśmy już poziom, przy którym wszyscy mają portfele pełne akcji i nie bardzo jest komu je dokupować. Dotychczas rezerwy miała jeszcze zagranica, ale spadki w USA przestraszyły zapewne w piątek i tych inwestorów. Aktywność z ich strony była bowiem wyraźnie mniejsza. Teraz spodziewam się kontynuacji spadków i w konsekwencji WIG20 powinien powrócić do poziomu 1400 pkt., a przejściowo może nawet spaść poniżej niego. W średnim terminie podtrzymuję jednak prognozę utrzymania trendu wzrostowego i udanego ataku na 1500 pkt. - powiedział PARKIETOWI Artur Zaręba, makler z CA IB Securities.
Pogłębienia korekty spodziewa się także Radosław Solan, analityk BDM PKO BP. Ostatecznego silnego wsparcia upatruje on jednak dopiero na poziomie 1350 pkt.
- Po dość długim okresie wzrostów taka korekta jest bardzo naturalna. Zgodne z powszechnymi oczekiwaniami cięcia stóp procentowych w Polsce i dane o wzroście PKB w USA nie były wystarczającą przesłanką do forsowania tak istotnego oporu, jak 1500 pkt. Przychylam się do opinii, że po przebudowaniu przez instytucje portfeli granica ta jednak padnie - stwierdził Radosław Solan.
Zarządzający OFE przyznają, że większość funduszy osiągnęła już taki udział akcji w aktywach, że dalsze dokupowanie walorów byłoby bardzo ryzykowne.