Analitycy nie ukrywają bowiem, iż spodziewają się pewnego przyspieszenia na giełdzie, zwłaszcza w drugim półroczu br., tym bardziej że przez cały czas popyt ze strony OFE będzie się utrzymywać.
- W drugiej połowie roku należy spodziewać się pewnego przyspieszenia, ale bynajmniej nie powinniśmy się tego obawiać. Wzrosty kursów w 2002 roku, nawet rzędu kilkudziesięciu procent, mają bowiem uzasadnienie fundamentalne. Dopiero potem będzie można mówić o zbytnim "nadmuchaniu" rynku - uważa Sebastian Słomka, zastępca naczelnika wydziału doradztwa BDM PKO BP. W takich wzrostach upatruje szansy Tomasz Jędrzejczak, wiceprezes zarządu Handlowy Zarządzanie i jednocześnie zarządzający portfelem akcyjnym. Uważa on, że jeśli nie stanie się nic nadzwyczajnego, siłą rzeczy powinien rozwinąć się rynek ofert pierwotnych ze strony spółek prywatnych. - Sprzyjać będą temu wyższe poziomy cen, a OFE, szukając możliwości ulokowania kapitału, również gdzieś będą musiały zainwestować - mówi T. Jędrzejczak. W jego ocenie w ten sposób nie będzie balonu spekulacyjnego, który pęknie z wielkim hukiem, a raczej co najwyżej swobodne ujście powietrza.
Podobny scenariusz przewiduje także Piotr Kamiński, wiceprezes GPW. Przyznaje on, że na początku 2002 r. zarząd giełdy zakładał około dziesięciu debiutów. - Naszym zadaniem jest praca nad tym, by były możliwości sprawnego wprowadzania spółek na parkiet i twierdzę, że teraz znacznie łatwiej jest zaistnieć w notowaniach, a giełda jest gotowa przyjąć wiele spółek - zapewnia wiceprezes GPW.
Jego zdaniem, rynek obecnie jest daleko bardziej efektywny niż w 1994 roku. W efekcie, tak irracjonalnych zachowań jak wówczas nie należy się już spodziewać. - Pamiętajmy jednak, że rynek nie znosi próżni, zatem zawsze znajdzie się ktoś, kto spróbuje sięgnąć po gromadzone przez OFE pieniądze. Jest to także wielka szansa dla spółek już notowanych, zwłaszcza tych, które przez lata nie robiły emisji publicznych, a teraz będą miały okazję skorzystać z możliwości, jakie daje giełda. Muszą mieć jednak dobre pomysły - dodaje.Czy jednak faktycznie w najbliższych miesiącach znajdzie się dość chętnych, by wprowadzić swoje papiery na rynek? Na razie boomu nie widać. Pomijając prywatnych emitentów, niestety dużo w tym względzie wciąż zależy od polityki, która miesza się z gospodarką. - Nie da się ukryć, że za decyzjami ministra Kaczmarka stoją też względy polityczne, które w tak istotnych dziedzinach mają znaczącą rolę - ocenia T. Mazurczak. - Nowy minister uważa, że poprzedni rząd prywatyzował w sposób chaotyczny i teraz trzeba po nim robić porządki. Za rok nie będzie już jednak takiego usprawiedliwienia i niewykluczone że resort wykorzysta ten moment do sprzedaży spółek w ofertach publicznych - podsumowuje Sebastian Słomka.
Nawet jeśli wszystkie te optymistyczne oczekiwania się spełnią, to i tak rok 2002 możemy zakończyć z mniejszą o około 20 liczbą spółek na giełdzie. Mimo że ożywienie giełdowe trwa kilka miesięcy, większych ruchów na rynku pierwotnym na razie nie widać. Zwiastunem zmian mogła być lubelska spółka handlowa Eldorado, która jednak nie znalazła następców. Stało się tak nawet pomimo dobrego przykładu w postaci zebrania z rynku około 20 mln zł i uplasowania oferty z pewną nadsubskrypcją.
Ujemny bilans debiutów i wyjść z GPW potwierdzają także informacje, jakie PARKIET uzyskał w jednej z najczęściej obsługujących spółki giełdowe kancelarii prawniczej - Cammeron McKenna. Aktualnie pracuje ona nad kilkoma procesami wezwań giełdowych oraz wycofywania spółek z GPW. - Ich liczba w ostatnim czasie niepokojąco rośnie. Natomiast z nowych ofert przygotowujemy tylko dwie emisje giełdowych blue chips, które kierowane są do inwestorów kwalifikowanych - powiedział mecenas Dariusz Greszcza, reprezentujący kancelarię Cammeron McKenna.