Reklama

Koniec serii

W ostatnim kwartale 2001 roku na GPW nie pojawiła się ani jedna nowa spółka, co oznacza, że przerwana została seria 34 kolejnych kwartałów z przynajmniej jednym debiutem.

Publikacja: 14.02.2002 08:15

Giełda jest gotowa przyjąć wiele spółek - zapewnił we wczorajszym PARKIECIE wiceprezes GPW Piotr Kamiński. Skąd je wziąć? Analitycy mają nadzieję, że dalsza poprawa koniunktury na rynku wtórnym zaowocuje ożywieniem rynku pierwotnego.

Tymczasem związek między koniunkturą giełdową a liczbą nowych spółek na rynku pierwotnym wcale nie jest taki oczywisty. Teoretycznie powinno wyglądać to tak - im wyżej indeksy, tym więcej ofert na rynku pierwotnym. Zakładając, że przedsiębiorcy na wzrosty kursów reagują z pewnym opóźnieniem, najpierw powinna być zwyżka kursów, później wysyp nowych akcji.

Na podstawie analizy dziesięcioletniej historii warszawskiej giełdy można spróbować stwierdzić, czy to rzeczywiście tak działa. Okazuje się, że nie do końca. Zamieszczony poniżej wykres pokazuje liczbę spółek debiutujących na GPW i wykres WIG w ujęciu kwartalnym. Do końca 1995 roku wyróżniają się dwa kwartały: ostatni w 1994 i ostatni w 1995.

W pierwszym z tych okresów zadebiutowało aż 12 firm przy 32 notowanych wcześniej. W żadnym kwartale nie było tak dużego przyrostu liczby spółek w stosunku do już notowanych na rynku. Ten run na giełdę można tłumaczyć wcześniejszą hossą. Wtedy procedury wejścia na rynek byłe skomplikowane i dość długo trwały, stąd spółki pojawiły się dopiero pod koniec 1994 roku, mimo że hossa zakończyła się z wielkim hukiem w marcu. Niemniej rynek był jeszcze ciepły, wciąż żywe były opowieści o powstałych fortunach, o dawców kapitału nie było trudno. Duża liczba debiutów pod koniec 1995 roku to efekt wzrostu rynku w pierwszym kwartale, który spowodował, że odżyły nadzieje na powrót hossy.

Ta zasada, że w jakiś czas po wzroście na rynku wtórnym pojawiała się duża liczba nowych spółek, dobrze działała, ale tylko do hossy internetowej (najwięcej nowych spółek pojawiło się w 1997 i 1998 roku, kiedy WIG konsolidował się po wcześniejszym silnym wzroście). Fakt, że indeks znalazł się na najwyższym poziomie w historii w marcu 2000 roku, po wcześniejszym ponad 120-proc. wzroście, pozwolił na wprowadzenie w II kwartale 2001 roku jedynie pięciu spółek. Czy zatem twierdzenie, że dalsza poprawa koniunktury spowoduje ożywienie na rynku pierwotnym, jest uzasadnione? Chyba nie.

Reklama
Reklama

Powody, dla których spółki nie pchają się na giełdę, są różne. Na pewno jest to niedobra koniunktura w całej gospodarce, a także fakt, że bycie spółką giełdową wciąż za dużo kosztuje i za dużo nakłada na firmy obowiązków, a za mało daje korzyści.

Ale widać też brak pomysłów na nowe biznesy (być może jest tak, że pomysłodawcy nie mogą się przebić na rynek kapitałowy lub po prostu nie mają ochoty na nim zaistnieć). Działalność firm, które oferowały akcje w II kwartale zeszłego roku, to były proste wzory zaczerpnięte z Ameryki. A to okazuje się już trochę za mało, żeby zdobyć pieniądze od inwestorów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama