Według znowelizowanej ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, dochody z inwestycji w fundusze uzyskane po 28 lutego 2002 r. podlegają opodatkowaniu. Dotyczy to inwestycji rozpoczętych po 30 listopada ub.r. Jednak ze względu na to, że nie zostały w tym zakresie wydane żadne przepisy wykonawcze, towarzystwa mają wiele wątpliwości co do sposobu interpretacji znowelizowanego Prawa podatkowego.
Niejasny jest np. zapis art. 30 dotyczący sposobu umarzania jednostek. Mówi on, że jeśli nie da się zidentyfikować jednostek uczestnictwa, powinny być one umarzane wg metody FIFO (skrót od first in, first out). Jest ona bardzo niekorzystna dla klienta, gdyż oznacza, że najpierw umarza się jednostki kupione najwcześniej. Prawdopodobnie mniejszy podatek zapłaciłby inwestor, gdyby mógł np. najpierw umorzyć jednostki kupione po najwyższej cenie (metoda HIFO).
- Ponieważ jednostki można zidentyfikować np. na podstawie daty nabycia, to zakładamy, że stosowanie metody FIFO nie jest konieczne. Nie wiemy natomiast, kto może wskazać inny sposób ich umarzania, czy może to zrobić klient, czy wyłącznie TFI - mówi Grzegorz Świetlik, prezes CA IB TFI.
Podobnego zdania jest Magdalena Jagiełło-Szostak, członek zarządu TFI PZU. - Nie budzi mojej wątpliwości fakt, że można wybrać inną metodę, nie mam jednak pewności, czy klient ma prawo sam wskazać sposób umarzania. Najluźniejsza interpretacja tego przepisu jest taka, że inwestor ma prawo zażądać od towarzystwa umorzenia wskazanych przez niego jednostek, co w praktyce oznaczałoby, że przy każdym poleceniu umorzenia mógłby się kierować inną metodą - wyjaśnia M. Jagiełło-Szostak. Jej zdaniem, taka interpretacja byłaby jednak sprzeczna z ustawą o funduszach inwestycyjnych, która mówi, że uprawnienia wynikające z wszystkich jednostek uczestnictwa danego funduszu powinny być równe.
Według Zbigniewa Jakubowskiego, wiceprezesa Union-Investment TFI, wprowadzenie do statutów zapisów, że fundusz stosuje inny sposób umarzania, np. korzystniejszą dla klienta metodę HIFO (skrót od highest in, first out, czyli najdroższe sprzedaje się jako pierwsze), jest bardzo ryzykowne. - Może się potem okazać, że urzędy skarbowe nie zaakceptują takiego rozwiązania, na czym ucierpią inwestorzy - mówi Z. Jakubowski