W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,165 zł, za euro 3,63 zł, odpowiadało to 9,9% powyżej starego parytetu. Od razu przeważyły oferty sprzedaży, po godzinie byliśmy na 9,65%. USD podrożał o 1 gr, wspólna waluta o 1,2 gr. Potem złoty zaczął się wzmacniać, w południe było 9,85%, a kursy wynosiły 4,17 i 3,63 zł. Przed publikacją danych o inflacji ponownie byliśmy na 9,65%. USD kosztował 4,178 zł, euro 3,64 zł. Kończyliśmy dzień na 9,8%, przy 4,167 i 3,638.
Piątek minął na wyczekiwaniu. Oczywiście, w centrum zainteresowań były dane o inflacji. W Sejmie zajmowano się budżetem, ale zdaniem inwestorów wynik głosowania projektu był oczywisty, więc nikt się nim nie przejmował. Złoty zamknięty był między 9,5% a 10% powyżej starego parytetu, najczęściej okupując poziom w środku tego przedziału.
Inflacja wyniosła w styczniu 3,5% rok/rok, doszło więc do jej spadku w stosunku do grudnia (3,6% rok/rok). To przede wszystkim efekt korzystnego kształtowania się cen towarów. Wszystko wskazuje na to, że popyt wewnętrzny w dalszym ciągu zmniejsza się, a to źle wróży danym o produkcji przemysłowej. Poznamy je we wtorek. Analitycy oczekują, że produkcja spadła w styczniu o 1,4% w skali roku. To nie byłaby jeszcze zła informacja, w grudniu mieliśmy bowiem większy spadek (o 3,5%). Jednak patrząc na dane o podaży pieniądza, o inflacji i biorąc pod uwagę doniesienia dotyczące eksportu, możliwe jest, że te oczekiwania są jednak zbyt optymistyczne.
Jeśli potwierdzi się, że gospodarka dalej zwalnia, wzrosną szanse na kolejną obniżkę stóp procentowych, a to pozwoli na spekulacje pod tym kątem. Cięcie już na lutowym posiedzeniu RPP wszyscy raczej wykluczają, ale marzec lub kwiecień byłby możliwy.
Rano za euro płacono 0,8715 USD. Przez pierwsze cztery godziny niewiele się działo. Dopiero wczesnym popołudniem przeważyła podaż. Około 14.00 osiągnęliśmy 0,8690. Potem wspólna waluta zaczęła odrabiać straty. Przed danymi o produkcji przemysłowej w USA dotarliśmy do 0,8720. Potem lekka korekta na 0,8710. Kończyliśmy na 0,8732 USD.