W piątek Sejm przyjął budżet na 2002 r. Ostatecznie posłowie nie zmienili tylko deficytu budżetowego, bo - zgodnie z prawem - nie mogli tego zrobić. Wyniesie on 40 mld zł. W górę za to poszła prognoza dochodów - posłowie uznali, iż państwo uzyska z VAT o ponad 600 mln zł więcej, a ponad 400 mln zł z podatku nałożonego na środki specjalne urzędów (dochody z kar i opłat). Zapisali więc w budżecie, że jeśli rzeczywiście dojdzie do wzrostu dochodów budżetu z VAT i wyniosą one 145,1 mld zł, to wzrosną także wydatki - o 1,1 mld zł, do 185,1 mld zł.
Ekonomiści zwracają uwagę, że tym samym w gruzach legły wcześniejsze plany Marka Belki, wicepremiera i ministra finansów.
- Twierdził on, iż wydatki budżetu nie przekroczą 183 mld zł, a teraz są większe - powiedziała Iwona Pugacewicz-Kowalska, ekonomistka Pekao SA. - W rezultacie rosną one o 7,1% wobec wzrostu dochodów o 3,4%. Mamy więc kolejny budżet, w którym wydatki rosną szybciej od dochodów. Moim zdaniem, istnieje ryzyko, że w połowie roku okaże się, iż plan dochodów państwa jest zbyt optymistyczny i trzeba będzie go korygować.
Jej zdaniem, tempo wzrostu gospodarczego może okazać się niższe od zaplanowanego przez rząd, a to będzie skutkowało niższymi wpływami. Poza tym zła sytuacja gospodarcza może spowodować opóźnienia w płatnościach podatków lub nawet próby ukrywania przez firmy swoich dochodów, co odbije się na wysokości wpływów podatkowych. Choć na razie - jak wynika z informacji o wykonaniu budżetu w styczniu - tych zagrożeń nie widać.
W styczniu bowiem dochody budżetu wyniosły 10,35 mld zł (7,2% planu), wydatki 17,24 mld zł (9,4%), a deficyt 6,88 mld zł (17,2% planu). Przed rokiem w styczniu deficyt sięgał 25% zaplanowanej na cały rok kwoty.