Jak napisał "The Wall Street Journal Europe", kwota 217 mln USD będzie największą, jaką kiedykolwiek zdecydował się wypłacić Andersen, by uniknąć procesu sądowego. Fundacja baptystów w stanie Arizona zmuszona była ogłosić zakończenie działalności w 1999 r., kiedy to wskutek nielegalnych operacji finansowych zabrakło na jej koncie 600 mln USD.
Mechanizm działania fundacji już wcześniej mógł budzić wątpliwości. Okazało się bowiem, że przyjmując pieniądze od inwestorów, przede wszystkim członków Kościoła baptystów z Arizony, proponowała zyski o wiele wyższe od osiąganych przez innych graczy na rynku amerykańskim. Proceder ten funkcjonował przez pewien czas, ponieważ wypłatę pokaźnych odsetek finansowano z napływających kolejnych depozytów. W 1999 r. łańcuch ten został jednak przerwany, a narastające długi doprowadziły do bankructwa instytucji.
Tymczasem Andersen prowadził audyt fundacji, czyli na bieżąco weryfikował jej sprawozdania finansowe, a także świadczył jej usługi konsultingowe. Obserwatorzy nie mają w tych okolicznościach złudzeń, że w malwersacje byli zamieszani pracownicy firmy audytorskiej. Sprawa nie znajdzie się jednak prawdopodobnie w sądzie, ponieważ władze stanowe Arizony i Andersen doszli do porozumienia. Poza zapowiedzią wypłaty odszkodowania przez audytora ustalono też, że jego siedziba w Arizonie znajdzie się pod nadzorem władz finansowych tego stanu.
Sprawa fundacji Kościoła baptystów to kolejny cios osłabiający renomę tego czołowego światowego audytora. Przypomnijmy, że Andersen jest podejrzewany o malwersacje, które były jedną z przyczyn największego bankructwa w historii USA - upadku koncernu Enron. Podobnie jak w przypadku Kościoła baptystów, Andersen chciałby uniknąć sprawy sądowej i zaproponował odszkodowanie przekraczające 700 mln USD, jednak propozycja ta prawdopodobnie nie zostanie przyjęta.