Z ciekawością patrzyłem, jak rząd usiłuje wywołać atmosferę sensacji wokół decyzji Rady Polityki Pieniężnej, która dla nikogo sensacją nie była. Żadne znaki na niebie i ziemi nie zwiastowały bowiem kolejnej obniżki stóp procentowych. Sam rząd dał pretekst dla ostrożnej polityki pieniężnej, ogłaszając strategię, która zapowiada ryzykowne fiskalne "pchnięcie" i wynikowe traktowanie deficytu budżetowego. Sejm zaś dołożył swoje, urywając "kotwicę Belki" po stronie wydatków.
RPP podjęła decyzję zgodną z oczekiwaniami, a rząd udał zaskoczenie. Był to sygnał do ataku na forum Sejmu. Przygotowano uchwałę karcącą Radę, ale nieszczęście kryje się poza jej treścią. Nie trzeba było wielkiej wyobraźni, by przewidzieć temperaturę i styl debaty, gdy tylko Leszek Balcerowicz pokaże się w zasięgu wzroku posłów Samoobrony. Rzeczowa wymiana zdań między ministrem finansów Markiem Belką a Leszkiem Balcerowiczem nie pasowała do reszty, ale to ta reszta wyznaczała poziom debaty.
Wybiła godzina chamstwa, prymitywnej agresji i niekompetencji. Winny został wskazany i o to chodziło w całej rozróbie. Mam wrażenie, że rzucenie NBP na łup sejmowego linczu, z przyzwolenia partii rządzącej, zdradza poczucie bezradności rządu. Usiłuje on za wszelką cenę odwrócić uwagę i skierować agresję w bok. Rynek jakoś to przełknął. Mogła cieszyć jego dojrzała reakcja na nieodpowiedzialne ekscesy klasy politycznej.
Taki już będzie rok 2002 - na skrzyżowaniu rozmaitych trendów i politycznych niepokojów. Z jednej strony, atrakcyjność stóp procentowych dla spekulacyjnego kapitału, z drugiej - stagnacja produkcji oraz brak ciekawych ofert na rynku kapitałowym. Z jednej strony, zły klimat inwestycyjny i zatrzymana prywatyzacja, z drugiej - zainteresowanie Polską jako przyszłym członkiem Unii Europejskiej.
Polityka nie stworzy wartości dodanej. Zwłaszcza w sektorze publicznym. Zwłaszcza wtedy, gdy nowi zarządcy spółek publicznych posłuchają wezwania premiera, by szukać haka na swych poprzedników. W interesie gospodarki i prestiżu Polski zarówno szef Ministerstwa Finansów, jak i szef resortu Skarbu Państwa winni wykazać większą odporność na naciski ze strony kierownictwa rządu.