Reklama

Godzina chamstwa agresji i niekompetencji

Ubiegły tydzień minął pod znakiem spokojnych reakcji rynku na kolejną falę politycznych niepokojów. Stosunkowo niska gospodarcza szkodliwość nie usprawiedliwia jednak sztucznego wzniecania konfliktów. Jest to bowiem zawsze kosztowne, tyle tylko że część kosztów jest odłożona w czasie.

Publikacja: 06.03.2002 08:34

Z ciekawością patrzyłem, jak rząd usiłuje wywołać atmosferę sensacji wokół decyzji Rady Polityki Pieniężnej, która dla nikogo sensacją nie była. Żadne znaki na niebie i ziemi nie zwiastowały bowiem kolejnej obniżki stóp procentowych. Sam rząd dał pretekst dla ostrożnej polityki pieniężnej, ogłaszając strategię, która zapowiada ryzykowne fiskalne "pchnięcie" i wynikowe traktowanie deficytu budżetowego. Sejm zaś dołożył swoje, urywając "kotwicę Belki" po stronie wydatków.

RPP podjęła decyzję zgodną z oczekiwaniami, a rząd udał zaskoczenie. Był to sygnał do ataku na forum Sejmu. Przygotowano uchwałę karcącą Radę, ale nieszczęście kryje się poza jej treścią. Nie trzeba było wielkiej wyobraźni, by przewidzieć temperaturę i styl debaty, gdy tylko Leszek Balcerowicz pokaże się w zasięgu wzroku posłów Samoobrony. Rzeczowa wymiana zdań między ministrem finansów Markiem Belką a Leszkiem Balcerowiczem nie pasowała do reszty, ale to ta reszta wyznaczała poziom debaty.

Wybiła godzina chamstwa, prymitywnej agresji i niekompetencji. Winny został wskazany i o to chodziło w całej rozróbie. Mam wrażenie, że rzucenie NBP na łup sejmowego linczu, z przyzwolenia partii rządzącej, zdradza poczucie bezradności rządu. Usiłuje on za wszelką cenę odwrócić uwagę i skierować agresję w bok. Rynek jakoś to przełknął. Mogła cieszyć jego dojrzała reakcja na nieodpowiedzialne ekscesy klasy politycznej.

Taki już będzie rok 2002 - na skrzyżowaniu rozmaitych trendów i politycznych niepokojów. Z jednej strony, atrakcyjność stóp procentowych dla spekulacyjnego kapitału, z drugiej - stagnacja produkcji oraz brak ciekawych ofert na rynku kapitałowym. Z jednej strony, zły klimat inwestycyjny i zatrzymana prywatyzacja, z drugiej - zainteresowanie Polską jako przyszłym członkiem Unii Europejskiej.

Polityka nie stworzy wartości dodanej. Zwłaszcza w sektorze publicznym. Zwłaszcza wtedy, gdy nowi zarządcy spółek publicznych posłuchają wezwania premiera, by szukać haka na swych poprzedników. W interesie gospodarki i prestiżu Polski zarówno szef Ministerstwa Finansów, jak i szef resortu Skarbu Państwa winni wykazać większą odporność na naciski ze strony kierownictwa rządu.

Reklama
Reklama

Minister finansów winien hamować wojnę z Radą Polityki Pieniężnej, gdyż współpraca jest elementarną przesłanką ożywienia gospodarki. Szef MSP, mocno już naznaczony w prasie krajowej i zagranicznej jako kadrowy SLD, winien zatrzymać karuzelę stanowisk i przypomnieć sobie, że bez prywatyzacji nie będzie modernizacji i konkurencyjności.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama