Po okresie posuchy zanosi się na niezłe żniwa. - Obecnie trudno o lot do Pekinu, Seulu czy Taipei bez towarzystwa konkurencji - powiedział Bloombergowi John Daly, zajmujący się rynkami azjatyckimi w Goldman Sachs. Według Devana Kaloo, zarządzającego w singapurskim Aberdeen Asset Management aktywami o wartości 3,5 mld USD, powrót popytu dotyczy nie tylko emisji pierwotnych.
W ubiegłym tygodniu bank inwestycyjny Lehman Brothers w ciągu trzech kwadransów sprzedał akcje tajwańskiej spółki United Microelectronics o wartości 440 mln USD. Dla porównania, trzy miesiące wcześniej firma Aluminium Corp. of China na sprzedaż podobnej oferty potrzebowała dwóch tygodni.
Z analizy Merrill Lynch wynika, że zainteresowanie inwestorów stopniowo przenosi się z rynku amerykańskiego i brytyjskiego na emerging markets. Na tego rodzaju reorientację wskazuje sondaż przeprowadzony przez ten bank wśród 266 menedżerów funduszy zarządzających aktywami o łącznej wartości 478 mld USD.
Według Goldman Sachsa, w okresie najbliższych trzech lat w Azji (bez Japonii) można spodziewać się ofert szacowanych na 100 mld USD.
O powrocie inwestorów zagranicznych świadczy poziom indeksów giełd azjatyckich, które od 14 października 2001 r. średnio wzrosły o 34%. Liczą oni, że zorientowane na eksport gospodarki tych państw zyskają na poprawie koniunktury w Stanach Zjednoczonych. W ostatnim czasie import USA zwiększył się o 3,6%. W roku ubiegłym wpływy z eksportu "azjatyckich tygrysów" średnio zmalały o 14%