Ich zdaniem, przez ostatnie półtora roku PKB w Polsce rósł w tempie znacznie niższym niż jego, szacowana na 5%, potencjalna stopa wzrostu. Tak wysoką dynamikę - sądzą oni - Polska może osiągnąć dzięki polepszeniu dostępu do kapitału oraz wzrostowi wydajności pracy.
W ich ocenie, głównym powodem niskiego tempa wzrostu jest radykalne zaostrzenie polityki pieniężnej w IV kwartale 2000 r. i na początku 2001 r., zwłaszcza że zaczęto ją łagodzić dopiero po głębokim spadku inflacji, i to bardzo ostrożnie. Wpływ obniżek stóp procentowych na gospodarkę został też osłabiony przez banki komercyjne, które zmniejszyły oprocentowanie w znacznie mniejszym stopniu niż NBP.
Analitycy J.P. Morgan Chase uważają, że ożywienie zaczęło się również w Polsce, ale nie oczekują radykalnego przyśpieszenia aktywności gospodarczej. Dlatego właśnie - sądzą - istnieje przestrzeń dla dalszego obniżania stóp procentowych w najbliższych miesiącach, bowiem słaba gospodarka nie daje bodźców, które mogłyby spowodować wyrwanie się presji inflacyjnej spod kontroli.
Głównym czynnikiem, który spowodował, że w ubiegłym roku wzrost PKB w Polsce był najniższy od 1989 r., okazał się 10,2-proc. spadek inwestycji. Przyczyną tego była - w ocenie J.P. Morgan - restrykcyjna polityka pieniężna NBP, jak też cykliczne osłabienie aktywności gospodarczej, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Ponieważ oprocentowanie kredytów jest nadal wysokie, a zyski spółek są bardzo niskie, bank nie spodziewa się, aby w tym roku inwestycje radykalnie wzrosły.
Wpływ obniżenia stóp procentowych łącznie o 9 pkt. proc. na realną gospodarkę - wskazują ekonomiści tego banku - jest i będzie znacznie słabszy, niż można by sądzić po jego skali. Pierwszym powodem tego jest fakt, że ponieważ obniżki te nie wyprzedzały spadku inflacji, lecz "szły w ślad za nim", realne stopy procentowe utrzymywały się na wysokim poziomie.