Z Bostonu przez Nowy Jork do Waszyngtonu w trzy godziny - to jedna z najnowocześniejszych linii w USA obsługiwana przez superszybkie pociągi podobne do europejskich TGV. Na brak pasażerów zarządzająca nią firma Amtrak nie narzeka (bilet kosztuje 150 USD). Ale to praktycznie jedyna zyskowna pozycja w zasobach tego monopolisty kolejowego (kontroluje on sieć o długości 35 tys. mil w 45 stanach).
W minionych kilkunastu latach Amtrak pochłonął ponad 25 mld USD rządowych subwencji. Już w 1997 r. Kongres postanowił, że od 2003 r. spółka powinna finansować się sama. Otrzymała dodatkowe 2,2 mld USD na restrukturyzację, zwolniła 1 tys. pracowników (4% załogi). Ale niewiele to pomogło. Na wejście w samodzielne życie spółka potrzebuje kolejnych 1,2 mld USD. Waszyngton zdecydowanie odmawia. Aby utrzymać Amtrak przy życiu, powołana przez Kongres specjalna komisja zaleca podział firmy przy niewielkim finansowym wsparciu państwa w początkowym okresie. Niezależni eksperci są bardziej radykalni - chcą nawet bankructwa.
Zdaniem członka tej komisji Wendella Coxa, Amtrak powinien zostać znacznie odchudzony i podzielony na dwie części: jedna spółka zarządzałaby liniami pasażerskimi (w tym przynoszącą największe zyski Boston-Waszyngton) i wspomagała drugą, do której należałyby linie towarowe. Należałoby również umożliwić dzierżawę niektórych połączeń prywatnym firmom przewozowym. - To powinno znacznie poprawić wyniki. Przecież w Ameryce aż 60% ruchu towarowego realizowanego jest przez kolej, podczas gdy w Europie zaledwie 20% - uważa Cox.
Z kolei Ed Hudgins, szef instytutu "The Objectivist Center" i czołowy ekspert branży transportowej w USA, jest przekonany, że rządowe pieniądze są już niepotrzebne. - Ogłoszenie przez Amtrak niewypłacalności niesie ze sobą znacznie więcej korzyści. Również w tym przypadku dojdzie do podziału firmy, a dodatkowo rynek kolejowy w USA zostanie wreszcie zliberalizowany - twierdzi E. Hudgins.