Z zarządu Espebepe chciał odejść Adam Badach, dyrektor finansowy. Poprosił o rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron, nie podając przyczyn rezygnacji. Przewodniczący rady nadzorczej (upoważniony przez całą radę) odmówił. Gdyby się zgodził, A. Badachowi przysługiwałoby odszkodowanie wynikające z zawartego z nim kontraktu menedżerskiego. - Nie mogłem się zgodzić na wypłacenie 18 miesięcznych pensji komuś, kto pracował w zarządzie cztery miesiące, bo przez resztę czasu był zawieszony. A był zawieszony, bo nie potrafił pracować w zespole - stwierdził Rostocki.

Adam Badach został członkiem zarządu w maju 2001 r. Ma 32 lata, ukończył Wydział Transportu i Łączności na Uniwersytecie Szczecińskim. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, jego miesięczne wynagrodzenie jako członka zarządu Espebepe przekraczało 15 tys. zł. Dyrektor Badach nie chciał z nami rozmawiać o swoim odejściu z firmy.

Zatrudniające 150 osób Espebepe przeżywa od dawna ogromne kłopoty finansowe. W ub.r. spółka odnotowała 15,7 mln zł straty netto. Dwa pierwsze miesiące br. przyniosły ponad 2,6 mln zł strat. Firma ma kilkudziesięciomilionowe zadłużenie, głównie wobec ZUS. Mimo to marcowe NWZA opowiedziało się za dalszym istnieniem spółki. Zarząd Espebepe nie ukrywa, że jedyną szansą na przetrwanie jest sprzedaż części majątku. Negocjacje w tej sprawie trwają.