W ostatnich latach sytuację finansową sektora ubezpieczeniowego pogorszył też kryzys gospodarczy. Szczególnie dotkliwie towarzystwa odczuły obniżkę stóp procentowych.
Od hossy do recesji
W latach 80. oraz w pierwszej połowie lat 90. sektor ubezpieczeniowy przeżywał, podobnie jak cała gospodarka japońska, okres wysokiej koniunktury. Imponujący był wzrost wpływów ze składek, bardzo szybko zwiększały się też aktywa, zbliżając tę sferę usług finansowych, przynajmniej pod względem ilościowym, do poziomu charakterystycznego dla USA. Ze względu na ograniczone szanse lokowania olbrzymich kapitałów w Japonii tamtejsze towarzystwa asekuracyjne zaczęły szukać takich możliwości za granicą, by z czasem stać się ważnymi inwestorami w skali międzynarodowej.
Tymczasem ogromne rozmiary japońskiego rynku ubezpieczeniowego stanowiły zachętę dla firm zagranicznych, które usiłowały stworzyć tam pierwsze przyczółki. Próby te zostały jednak udaremnione przez restrykcyjną politykę, jaką w tej dziedzinie prowadził rząd w Tokio. Dopiero rokowania amerykańsko-japońskie, do których doszło w połowie lat 90., przyczyniły się do złagodzenia tych ograniczeń oraz liberalizacji sektora finansowego. Jednak nawet w okresie reform zmiany były bardzo powolne i w dużej części nastawione na ochronę interesów miejscowych firm.
Słabą stroną japońskich ubezpieczeń pozostał brak zasad i przepisów, które stwarzałyby ramy dla działalności towarzystw asekuracyjnych w warunkach swobodnej konkurencji. To zaś wpływało negatywnie na ich efektywność. Krytycznie oceniono też strukturę sektora ubezpieczeniowego, bardzo różną od tej, jaka upowszechniła się w krajach wysoko rozwiniętych. Japońskie holdingi, skupiające przedsiębiorstwa rozmaitych branż, m.in. asekuracyjne, powiązane wzajemnymi udziałami, przekreślały już w założeniu jakąkolwiek aktywność inwestorów, która zmusiłaby je do wyboru optymalnej strategii. Ponadto bagatelizowano rozwój informatyki i internetu, co było zresztą w Japonii powszechną bolączką.