Na wczorajszej sesji bykom przypomniało się, co właściwie mają robić na rynku. Poprzednia sesja nie należała bowiem do najlepszych, więc była pora, by się wziąć w garść. Nie bez znaczenia był fakt, że giełdy za oceanem zakończyły swoje notowania bardzo optymistycznie. Ranek zapowiadał się wzrostowo.

I taki też był. Otwarcie nastąpiło na poziomie dużo wyższym od poniedziałkowego zamknięcia, tworząc lukę hossy na wykresie intraday. Do końca sesji nie została ona zamknięta, a wręcz przeciwnie, po wahaniu w pierwszych godzinach notowań oddaliliśmy się od niej dzięki skutecznemu atakowi popytu. Wspomniana luka to jedne z kilku pozytywnych sygnałów, jakie widać na wykresie 60-minutowym. Kolejnym jest ponowne pokonanie średniej ruchomej, i to już na samym otwarciu sesji. Podczas porannego lekkiego osłabienia podaż nie zdołała nawet zbliżyć się do poziomu średniej. Kierunek jej ruchu jest wzrostowy, co także daje bykom powód do zadowolenia.

Niewątpliwie pozytywnym sygnałem jest też oddalenie się wykresu od spadkowej linii trendu, która została w piątek przebita. Widać więc, że na razie władanie rynkiem przeszło w ręce graczy nastawionych na wzrosty. W takiej sytuacji zakłada się, że pozycją, która może przynieść największe korzyści, jest pozycja długa. Nie jest ona oczywiście nie zagrożona. Choćby przez podaż ustawioną na poziomie oporu, którego definitywnie nie zdołano pokonać. Mowa oczywiście o 1355 pkt. Mimo to ta pozycja będzie pozycją "domyślną", dopóki nie padnie jakiś sygnał sprzedaży. Pierwszym z nich mógłby być spadek poniżej wsparcia na 1345 pkt. lub nawet poniżej średniej (1335 pkt). Jeśli taka sytuacja nie będzie mieć miejsca, to o krótkich pozycjach nie ma co myśleć. Wzrosty to nie czas na grę na spadki. Gdy ktoś się boi o zyski, może jedynie wyjść poza rynek.