Dla Wall Street największe znaczenie miały komunikaty dwóch wielkich koncernów - Verizon Communications i Nortel Networks. W przypadku Nortela rynek spodziewał się obniżki prognoz: agencja ratingowa Moody`s już na początku kwietnia obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej spółki, a akcje Nortela w ciągu pięciu sesji straciły na wartości 17%. Firma ta nie ma już większych szans na osiągnięcie rentowności w tym roku.
Dużo bardziej bolesne okazało się ostrzeżenie Verizon - największej w USA spółki oferującej lokalne połączenia telefoniczne. Na Wall Street odebrano to jako sygnał, że cały sektor telekomunikacyjny nie reaguje na wyraźne symptomy poprawy sytuacji gospodarczej w kraju.
Jeszcze przed komunikatami Nortela i Verizon, przed słabszymi wynikami ostrzegły Juniper Networks oraz Sonus Networks. Większość firm ograniczyła także zarówno w ubiegłym, jak i w bieżącym roku drastycznie wydatki inwestycyjne. Hamuje to wyraźnie dalszy rozwój całego sektora, dynamicznie rozwijającego się w minionej dekadzie. Analitycy przewidują, że w największych tarapatach będą się znajdować spółki oferujące połączenia zamiejscowe (AT&T, WorldCom) oraz producenci sprzętu (Lucent, Nortel).
- W tym sektorze wiele spółek musi wypaść z biznesu. Niektóre z nich, jak choćby WorldCom, mają kłopoty z prowadzoną księgowością. AT&T, koncern jeszcze nie tak dawno uważany za superpewną inwestycję, znalazł się w kryzysie. Na połączeniach międzynarodowych i międzymiastowych trudno dziś zarabiać pieniądze, gdyż konkurencja sprowadziła ceny połączeń do rekordowo niskiego poziomu. Tymczasem spółki ponosiły w ostatnich latach olbrzymie koszty unowocześniania systemu. Te wydatki wciąż nie mogą się zamortyzować - powiedział PARKIETOWI zastrzegający sobie anonimowość doradca finansowy banku inwestycyjnego Morgan Stanley.