Większość analityków jest zgodna, inflacja w marcu będzie niższa niż osiągnięta w lutym, gdy wyniosła 3,5%. Prognozy rynkowe mówią o 3,3%. I dlatego nikt specjalnie nie czeka na dane o wskaźniku wzrostu cen. Zwłaszcza iż wiadomo także, że w najbliższych miesiącach powinna ona spaść poniżej 3%, a odbicie nastąpi zapewne już w drugiej połowie roku.
A to, czy inflacja na koniec roku spadnie poniżej 4%, czy będzie wyższa, w dużym stopniu zależy m.in. od cen ropy naftowej oraz siły ożywienia gospodarczego. Mówił o tym w piątek Andrzej Bratkowski, wiceprezes NBP. - Możliwe, że na koniec 2002 roku inflacja ukształtuje się na poziomie poniżej 4%, pod warunkiem że ceny ropy spadną w miarę szybko i nie będzie negatywnych szoków podażowych ze strony cen żywności - powiedział PAP.
Za to z niecierpliwością analitycy czekali na piątkowe dane o podaży pieniądza w marcu. Już wcześniej RPP sygnalizowała, że nie podoba się jej spadek tempa przyrostu depozytów ludności ani też wzrost wartości pieniądza gotówkowego w obiegu. Ekonomiści mieli nadzieję, iż dane za marzec wyjaśnią, czy te trendy się utrzymują, czy też sytuacja się poprawia - ta ostatnia możliwość oznaczałaby wzrost szans na redukcję stóp.
Jednak dane nie wyjaśniły zbyt wiele. Wynika to z faktu, iż bank centralny zaprezentował je w nowym układzie (tzw. podaż pieniądza M3, gdy uprzednio była to podaż pieniądza M2), z zupełnie nowymi podziałami.
Podaż pieniądza ogółem spadła o 2% (6,6 mld zł), do niespełna 321 mld zł. Wprawdzie widać dalszy wzrost pieniądza gotówkowego w obiegu (tylko w marcu jego wartość wzrosła o 2,3%, czyli o przeszło 850 mln zł, do prawie 38,8 mld zł), ale już z danych o depozytach niewiele da się wyczytać. Na koniec marca depozyty gospodarstw domowych miały wartość przeszło 203 mld zł, czyli były wyższe o 7,1 mld zł (3,6%) niż na koniec grudnia ub.r. Tylko w marcu wzrosły o 0,9% (1,8 mld zł).