Zarząd GPW rozważa wcześniejsze o 30 minut rozpoczynanie sesji na GPW i kończenie jej o 50 minut później niż obecnie. Chodzi o to, aby czas pracy na warszawskim parkiecie odpowiadał godzinom handlu na zachodnich giełdach, które z reguły pracują od 9.00 do 17.30.
Według zarządu GPW, zwiększy to aktywność inwestorów. Pozwoli także dłużej reagować na wydarzenia za oceanem. Tamtejsza giełda rusza o 15.30 czasu warszawskiego. Zdaniem przedstawicieli GPW, ostateczna decyzja w tej sprawie powinna zapaść w ciągu miesiąca.
W swoich opiniach zarząd GPW jest odosobniony. Zdaniem Marii Dobrowolskiej, prezesa Izby Domów Maklerskich, długość sesji powinna być dostosowana przede wszystkim do potrzeb rynku. - Domy maklerskie dyskutowały na ten temat z przedstawicielami giełdy. Zwracaliśmy uwagę, iż przedłużenie sesji na pewno spowoduje zdecydowany wzrost kosztów działania biur bez jakiejkolwiek gwarancji zwiększenia przychodów - twierdzi prezes IDM.
Osoby codziennie składające zlecenia zwracają uwagę, że nie będzie to miało wpływu na płynność na GPW. - Uważam, że nie zwiększy to obrotów na sesji, a co najwyżej nieznacznie. Co gorsza, efekt może być odwrotny do zamierzonego. Liczba zleceń trafiających na parkiet w ciągu dnia nie wzrośnie, zatem ich częstotliwość będzie mniejsza. To może podnieść spready i obniżyć obroty - ocenia Marek Fido, zarządzający aktywami w Fortis Securities.
Podobnie uważa Jarosław Skorulski, wiceprezes zarządu PTE Pekao. - Wydaje się, że nie poprawi to w istotny sposób płynności i wielkości obrotów na warszawskiej giełdzie. Lepszy wpływ na to miałaby większa liczba dobrych spółek.