Bernard Ebbers, który przed 17 laty był jednym z założycieli WorldCom, znalazł się w ostatnich tygodniach pod silną presją, by zrezygnował. Ostatecznie wziął on odpowiedzialność za wzrost zadłużenia spółki do ponad 30 mld USD, który był wywołany m.in. decyzją o dokonaniu w ostatnich latach aż 75 przejęć prze WorldCom. Słaba kondycja finansowa spółki odbiła się też w jej notowaniach giełdowych. Od początku br. walory WorldCom zostały przecenione aż o 83%. Nie bez znaczenia było też toczące się śledztwo w sprawie nielegalnych praktyk księgowych w firmie. Oburzenie wśród akcjonariuszy wywołało również wzięcie przez Ebbersa od spółki pożyczki w wysokości 375 mln USD. "Ebbers od pewnego czasu był poważnym obciążeniem dla WorldCom i jego odejście powinno jej wyjść tylko na dobre" - uważa, cytowany przez Bloomberga Joe Dvirgilio, analityk z londyńskiego oddziału Société Générale. Najlepiej zobrazowała to zresztą reakcja inwestorów. Już we wtorek w godzinach porannych, gdy ogłoszono dymisję Ebbers, w notowaniach za pośrednictwem platformy Instinet, akcje WorldCom zdrożały o ponad 7%.

Następcą Ebbersa będzie John Sidgmore, obecny wiceprezes WorldCom, który od czterech lat jest też szefem jednostki internetowej, tego drugiego co do wielkości operatora telekomunikacyjnych połączeń długodystansowych w Stanach Zjednoczonych.