Poniżej 1300 pkt. ostatni raz byliśmy w pierwszych dniach stycznia. Przed zejściem pod ten poziom od wielu tygodni broni nas obszar luki hossy w przedziale 1295-1311 pkt. Do tej pory właśnie tutaj zatrzymywane były wszystkie ataki niedźwiedzi i nie inaczej było wczoraj. Minimum sesji odnotowaliśmy na 1298 pkt., zaledwie 3 pkt. od początku luki. Jej zamknięcie przyczyni się zapewne do pogłębienia spadków.
Powody są dwa. Pierwszy to rekordowo duża liczba otwartych pozycji. W przypadku przebicia wsparć, sygnał sprzedaży będzie dość czytelny i stratne długie pozycje uciekać będą w popłochu. Próbkę tego mieliśmy na ostatniej sesji, gdy indeks zszedł pod analogiczną lukę. W tym momencie na kontraktach inwestorzy błyskawicznie zaczęli zamykać pozycje, ustanawiając minimum sesji i obniżając liczbę otwartych pozycji o ponad 400 szt. Drugim powodem jest baza przekraczająca 20 pkt. Optymizm na kontraktach wynika nie ze świetnych wyników spółek, czy ich perspektyw, ale z heroicznych prób obrony luk hossy przez fundusze i łapaczy dołków. Jeśli poziomy te nie wytrzymają, trudno będzie znaleźć na rynku optymistów i przejście bazy nawet na minusy nie powinno wtedy dziwić.
Najwłaściwszą strategią od paru tygodni jest przebywanie poza rynkiem i czekanie na wybicie z horyzontu. Ten jednak trwa już tak długo, że mało kto jest w stanie cierpliwie doczekać trendu. Kupować więc czy sprzedawać? Odnosząc się do sytuacji na rynkach światowych i fundamentów polskich spółek, logiczna byłaby przecena o kilkanaście procent i wtedy możemy myśleć o jakimś wzroście. Na razie jednak rynek najwyraźniej nie ma na to ochoty i zażarcie broni luk hossy. Do czasu ich przebicia trzeba więc trzymać się zasady kupna na lukach hossy i sprzedaży przy oporach (1366 pkt.).