Korupcja. Złodziejstwo. Łapówkarstwo ukrywane pod płaszczykiem prezentów, gadżetów i sponsoringu. Bezczelne wykorzystywanie państwowych urzędów do załatwiania prywatnych geszeftów. Lukratywne posadki dla znajomych królika. Płacowe i lokalowe dopieszczanie sekretareczek i kierowców. Żonglowanie kontraktami i umowami tak, by - zupełnie przypadkowo, oczywiście... - trafiały w łapki kolesiów z własnej paczki. Sterowanie służbami i urzędami. Wszystko przy praktycznym poczuciu bezkarności.
Czy to jakaś nowość? Niestety, nie. Państwo jest jak firma. Źle zarządzane kusi cwaniaków i złodziei. Zamiast walki z tymi procederami, co jakiś czas mamy do czynienia z medialnym show. Bo lud chce igrzysk. No to je ma. Raportami pokazującymi skandale i afery emocjonują się - przez chwilę - niemal wszyscy. I co? I NIC! Wielkie operacje medialne związane z raportami (rządowymi czy Najwyższej Izby Kontroli) wydają się mieć głównie charakter zasłony dymnej. I mają przesłonić bardzo podobne działania podejmowane przez następców. Paradoksalnie - wręcz odciągnąć uwagę publiki od rozmaitych świństewek z przeszłości. I dać do ręki argument przemawiający za robieniem "porządków". A nowy porządek, niestety, bardzo przypomina stary bałagan.
Publikacja i nagłośnienie - skądinąd potrzebne - brudów i afer nie ma w Polsce charakteru oczyszczenia. Jest raczej sposobem na uwiarygodnienie wielkiej czystki kadrowej. - Popatrzcie, nie mamy innego wyjścia. Musimy pogonić chłoptasiów z poprzedniej ekipy, bo przecież wyrządzają olbrzymią szkodę naszym firmom - zdają się mówić co kilka lat kolejne fale polityków. I wpychają w te same miejsca "swoich". Lepszych, gorszych - po prostu różnych. Ale zbiorczy efekt tych wszystkich roszad jest żenujący. Utrwala bowiem przekonanie, że bez układów i politycznych gierek nie ma mowy o karierze w wielkim biznesie. To zaś trudno uznać za motywację dla tych menedżerów, którzy nie chcą i nie będą taplać się w korupcyjno-politycznym błotku. Atuty merytoryczne, wiedza, doświadczenie, uczciwość, etyka - to wszystko odgrywa drugorzędną rolę. Znacznie ważniejsze jest, żeby być znajomym królika. Pić z nim wódkę na studiach, kręcić jakieś wspólne szemrane publiczno-prywatne interesiki, chronić się nawzajem. Takie stare, dobre zasady. Jakby żywcem wzięte z książek Mario Puzo.
Wbrew pozorom, choć wiele się w Polsce zmieniło, to pewne mechanizmy pozostają niezmienne. A polityka TKM! (Teraz K... My!) jest coraz bardziej ewidentnym fundamentem działania sfor polityków i politykierów. Za moje i Państwa pieniądze. I ze szkodą dla większości z nas. Przejrzyjcie Państwo na oczy i nie dajcie robić z siebie idiotów.