Polska i Niemcy mają wspólny problem. Jak wydobyć się ze stagnacji i bezrobocia? Dawna niemiecka "lokomotywa" jest dzisiaj najbardziej ociężałą gospodarką Europy Zachodniej. Niedawny "tygrys" Europy Środkowo-wschodniej ma najgorsze wyniki pośród krajów kandydujących do Unii Europejskiej. Zamiast się wzmacniać, obie gospodarki od pewnego czasu wzajemnie się osłabiają.
W tym tygodniu, pod wezwaniem potężnej centrali związkowej IG Metall, w Niemczech rozpoczęły się protesty pracownicze - pierwsze takie od siedmiu lat. Niedawno Warszawę sparaliżowała demonstracja Solidarności w obronie nieżyciowego kodeksu pracy. Są to zewnętrzne objawy problemu, który w równym stopniu dotyka Niemcy i Polskę. Po obu stronach Odry siła związków zawodowych oraz przyzwyczajeń uniemożliwia budowę mobilnego rynku pracy, a to z kolei utrudnia przezwyciężenie impasu. Trzeba spoglądać za Odrę, gdyż Niemcy są i będą najważniejszym partnerem gospodarczym Polski - niezależnie od tego, czy wejdziemy do Unii Europejskiej w roku 2004.
Dekada gospodarki rynkowej jest wystarczającym świadectwem trwałej więzi handlowej, kooperacyjnej i kapitałowej. Lokujemy w Niemczech 34% naszego eksportu, czyli połowę tego, co trafia do Unii. Oczywiście, znaczenie Niemiec dla Polski jest nieporównanie większe niż zależność odwrotna. Jest to bowiem spotkanie nierównych potencjałów. Produkt globalny Niemiec jest 10-krotnością produktu globalnego Polski. O dziwo, ta przewaga nie uwidacznia się w bilansie handlowym. W roku 2001, po kilku latach strukturalnego deficytu, osiągnęliśmy nadwyżkę rzędu 324 mln dolarów. Tłumaczy się to jakoś spłyceniem naszego rynku w dobie stagnacji, ale jest to jedyny kierunek zrównoważonego handlu. Przewaga Niemiec uwidacznia się, gdy spojrzymy na strukturę wymiany. W gronie państw stowarzyszonych z Unią Europejską jesteśmy na ostatnim miejscu w zakresie eksportu do Niemiec wyrobów gotowych i wysokich technologii. Nierównowaga potencjałów ujawnia się na polu przepływów kapitałowych - Niemcy od 12 lat mieszczą się w pierwszej trójce inwestorów lokujących w Polsce, a biją na głowę USA i Francję skalą ponad 6000 drobnych inwestycji, które uzupełniają zaangażowanie Siemensa, czy Allianz AG. Łączy nas żywa i trwała więź handlowa oraz kapitałowa.
Dlatego tegoroczne przewidywania dla Niemiec, korygowane w dół (poniżej 1% wzrostu PKB, ponad 4 mln bezrobotnych), znaczą, że i nam będzie trudniej rozruszać gospodarkę. Po obu stronach brakuje woli politycznej, by zmierzyć się na serio z modelem socjalnym, który wrósł w świadomość ludzi, ale przerasta możliwości ekonomii.